Kategoria: Relacje z biegów

  • II Chełmski Półmaraton z Duchem Bieluchem

    II Chełmski Półmaraton z Duchem Bieluchem

    Bieg w Chełmie to okazja do odwiedzin tego miasta po raz pierwszy w życiu. Był to dodatkowy bodziec do tego, żeby zapisać się na II Chełmski Półmaraton. Odpocząłem już po 3. PZU Maratonie Lubelskim i byłem gotów podjąć wyzwanie w Chełmie.

    Bieg w porównaniu mojego debiutu w półmaratonie bardzo kameralny, ale takie biegi to sama przyjemność. Nie nastawiałem się na jakiś rekordowy wynik, ale chciałem się zmieścić w przedziale 1h50′-1h55′.

    Pogoda

    No i się doigrałem. Miałem w głowie odkąd się zapisałem na bieg myśl, że pewnie będzie gorąco i słonecznie. No i było. Zbyt ciepło i zbyt dużo słońca. Wiem, że jest późna wiosna i w końcu musi być ciepło, ale do biegania to nie są wymarzone warunki. Trochę mnie to ciepło wymęczyło.

    Trasa

    Trasa II Chełmskiego Półmaratonu z Duchem Bieluchem to mieszanka trasy lubelskiej i warszawskiej. Długie proste i kilka solidnych podbiegów mogło dać w kość. Trasa wiodła ulicami Chełma i ścieżką rowerową wzdłuż rzeki Uherki. Trasa malownicza, bo zaplanowana nie tylko w miejskim krajobrazie, ale też bardziej dzikim. Start usytuowany w Parku tylko wzmogło taki spokojny nastrój przed biegiem.

    0-5 km

    Pierwsze 5 kilometrów to bieg przez centrum Chełma. Zaraz po starcie musieliśmy się zmierzyć z pierwszym podbiegiem i to po ciekawej brukowanej nawierzchni. Później chwila cienia i delikatny zbieg, żeby znowu wspinać się i znowu spory zbieg.

    5-10 km

    Kolejne kilometry wiodły przez obrzeża miasta. Raczej po płaskim, a na końcu tego odcinka podbieg na początku ulicy Jagiellońskiej. Ciężki fragment, który kosztował mnie sporo sił, ale tempo utrzymywałem. Próbowałem też podczepić się pod jakąś grupę biegaczy, żeby mnie troszkę podholowali.

    10-15 km

    Początek kolejnego odcinka to podbieg, a później 3 kilometry delikatnie w dół wzdłuż ulic z domkami. Spokojna okolica, niestety zbyt spokojna, bo nie było dopingu, a tempo miałem całkiem obiecujące. 12km to wodopój z… nie wiem jak wolontariusze to zrobili, ale lekko schłodzonymi pomarańczami! Genialne.

    15-21,097 km

    Ostatni etap trasy to dwu kilometrowy odcinek ścieżką rowerową dość wąską, na jej końcu zmieniliśmy nawierzchnię i wróciliśmy na asfalt. To właśnie na tym odcinku troszkę za bardzo mnie dogrzało i nastąpił kryzys. Pierwszy raz od II Maratonu Lubelskiego przeszedłem w marsz. Nie na długo, ale się liczy. Dzięki Renacie i Krzyśkowi jednak kryzys odszedł i dobiegłem do mety. Ostatnie półtora kilometra to powrót na ścieżkę rowerową, ale już szerszą i finisz w parku.

    Trasa ciekawa i malownicza, ale również bardzo wymagająca.

    Wynik

    Cel na ten bieg był prosty zmieścić się w 2h, a całą trasę pokonać biegiem, co po Maratonie nie było specjalnie trudne zadanie. Niestety ostatniego celu nie zrealizowałem w sumie przeszedłem jakieś 300 m, ale nogi już mi się nie kręciły.

    Czas Brutto: 1h46’48”
    Czas Netto: 1h46’34”
    Miejsce w kat. Open: 114
    Miejsce w kat. M18-35: 52

    Oficjalne wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Generalnie jestem bardzo zadowolony z tego startu. Nie spodziewałem się tak fajnej organizacji biegu. Serio. Organizatorzy dali radę i fajnie to wszystko przygotowali. Takie biegi to właśnie esencja biegania. Małe (wszystko jest względne oczywiście), ale znakomicie przygotowane.

    Pomimo kryzysu, który troszkę mnie wybił z rytmu wynik również jest zadowalający. Nie spodziewałem się wyniku lepszego niż w Warszawie, bo trasa dużo bardziej wymagająca i było dużo cieplej.

    No i muszę zaktualizować informacje o moich LunarGlide’ach. Nie nadają się do biegania w upał! Fajnie się sprawdziły w chłodniejsze dni, genialnie w deszcz, ale upał to zdecydowanie nie dla nich.

  • 3 PZU Maraton Lubelski

    3 PZU Maraton Lubelski

    Dzisiejszy bieg to był mój piąty start w biegu maratońskim. Miałem nadzieję, że dobiegnę w przyzwoitym czasie, ale bez marszu. Zadanie było bardzo ambitne i niesamowicie trudne. Nagroda za wysiłek też była wielka. Zadeklarowałem, że jak przebiegnę całą trasę 3. PZU Maratonu Lubelskiego to za dwa lata pobiegnę w Biegu Rzeźnika.

    Pogoda

    Początkowo wszystko było optymalnie. Około 15-16ºC, pełne zachmurzenie lekkie podmuch wiatru. Pogoda wymyślona do biegania. Niestety na 29 km zastało nas ochłodzenie i zaczęło padać. Może to nie była ulewa, ale komfort biegu znacznie mniejszy.

    Trasa

    Trasa 3 PZU Maratonu Lubelskiego to prawie sama trasa, co 2 Maratonu Lubelskiego, dlatego już dobrze znana stanowiła wyzwanie troszkę mniejsze niż w poprzedniej edycji. Trasa ciężka, ale do pokonania, zwłaszcza, że spora część trasy to trasa codziennych treningów.

    0-5 km

    Postanowiliśmy wspólnie z Bartkiem startować razem z grupą na 3h45′. Start biegu nie tak ciasny jak start w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim, co pozwoliło od razu osiągnąć zakładane tempo, choć trasa biegła wąskimi uliczkami Śródmieścia, ale po 3 kilometrowej pętli wbiegliśmy na szerokie Krakowskie Przedmieście i al. Racławickie, potem skręt w dół ul. Spadochroniarzy.

    6-10 km

    Na ulicy Wileńskiej zaliczyliśmy pierwszy podbieg jeszcze nie trudny, ale wymagający. Następnie kolejny lekki podbieg na al. Kraśnickiej i zbieg w dół ul. Sikorskiego, chwila oddechu od podbiegów przed pierwszym poważnym sprawdzianem na trasie. Zaraz po 9 kilometrze zaczął się podbieg na ul. Kosmoswskiej, który jest miejscem treningów wielu biegaczy. Zaraz po nim rozpoczyna się odciek 11 kilometrów, który znam z codziennych treningów.

    11-15 km

    Następne 2-3 kilometry to względnie płaska trasa, która pozwoli wyrównać tempo przed kolejnymi podbiegami na al. Spółdzielczości Pracy, gdzie zaliczyliśmy dwa duże zbiegi i jedne solidny podbieg. Pacemaker naszej grupy fantastycznie ustalał tempo biegu w granicach 5’20″/km.

    16-20 km

    Wbiegliśmy już na Kalinę, gdzie przywitał nas kolejny podbieg na al. Andersa, potem kolejny zbieg w kierunku Tatar. Chwila odpoczynku na ul. Mełgiewskiej z delikatnym wzniesieniem, żeby zaliczyć kolejny podbieg do ulicy Grygowej. Humor dopisywał nam cały czas, co sprawiało, że biegło się lżej.

    21-25 km

    Rozpoczyna się ta część trasy na której osłabłem w ubiegłym roku, gdzie straciłem kontakt z grupą i pacemakerem. Podbieg na Drodze Męczenników Majdanka to długa prosta z małym nachyleniem, ale w kość dała. Teraz znowu odrobinę straciłem dystans do grupy, ale odrobiłem stratę. Co prawda na chwilę, ale do niej dołączyłem. Następne kilometry to walka z niewielkim kryzysem.

    26-30 km

    Kolejny kilometr trasy prowadził w dół w dolinę Czerniejówki, żeby zaraz za rzeką był kolejny podbieg (to już chyba 8 duże wzniesienie) i skręciliśmy w ul. Kunickiego, a po kolejnym kilometrze w ul Zemborzycką w kierunku Zalewu, żeby skręcić w ul. Diamentową. No i tutaj niestety straciliśmy kontakt z grupą i musieliśmy sobie radzić sami utrzymać tempo. Zaczęło też padać, co troszkę obniżyło morale, ale nie prędkość.

    31-35 km

    Tu zastaliśmy kolejny zbieg, żeby znowu musieć wbiegać pod kolejną górkę, a za nią ponownie trasa wiodła w dół. Rozpoczyna się odcinek na Jana Pawła II, który dał w kość większości biegaczy, w tym i mnie, przed rokiem. Pierwsze 2 kilometry tego odcinka to bieg po długiej prostej, ale od 34 kilometra zmagań rozpoczęła się mordercza wspinaczka na długości mniej więcej kilometra. Na jej końcu względnie płaski odcinek trasy, ale organizm był już mocno zmęczony.

    36 – 42,195 km

    Ostatni odcinek trasy. Al. Kraśnicka, którą w zeszłym roku w większym stopniu przeszedłem niż przebiegłem, a w tym roku nie poddałem się. Ten odcinek to na przemian lekkie zbiegi i podbiegi, ale nie warte już odnotowania. Na końcu al. Kraśnickiej rozpoczęły się ostatnie 2km al. Racławickimi w kierunku mety.

    Trasa jak już wspomniałem bardzo wymagająca, ale pokonanie jej dało bardzo dużo satysfakcji. Pokazało, że pozytywnym nastawieniem do startu i wiarą w osiągniecie zakładanego wyniku można ją pokonać.

    Wynik

    Głównym moim założeniem na ten bieg było przebiegnięcie całej tras, a przy okazji utrzymać takie tempo, aby nie mieć wyniku gorszego niż rok temu. No i oba te założenia wykonałem w 110%! Trasa przebiegnięta od startu do mety bez marszu, a czas na mecie… to pełne zaskoczenie i lekki szok! Bardzo dobry bieg, a radość na mecie była wielka.

    Czas Brutto: 3h56’58”
    Czas Netto: 3h56’33”
    Miejsce w kat. Open: 263
    Miejsce w kat. M30+: 248

    Wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Wbrew obawom organizatorów wszystko (może z jednym wyjątkiem, ale o tym w następnym wpisie) grało i huczało! Wolontariusze dali czadu i osobiście uważam, że to najlepiej pod tym względem zorganizowany bieg w Lublinie! Było po prostu rewelacyjnie! Kibice i wolontariusze świetnie nas wspierali, a strefy kibicowania tętniły życiem i były bardzo głośne.

    O reszcie wrażeń napiszę wam za kilka dni. Mam nadzieję, że szybciej niż później. Ale jest radość.

    Dzięki Bartek za wsparcie i holowanie kiedy trzeba było.

    A Wam jak poszło? Jakieś życiówki czy super wyniki?

  • Czwarta dycha do maratonu – Sezon 3.

    Czwarta dycha do maratonu – Sezon 3.

    Dwunasta już dycha do Maratonu przeszedł już do historii. Razem z nią zakończył się już trzeci cykl Cztery Dychy do Maratonu.

    Pogoda

    Temperatura jak dla mnie troszkę za niska, ale dobra do biegania i poprawiania wyników. Mogło być odrobinę cieplej i mniej wietrznie. Szkoda, że wiatr tak ochłodził powietrze, bo kibice troszkę się wychłodzili, a ich ilość też była niższa.

    Trasa

    Trasa Czwartej dychy do maratonu to jak w poprzednim cyklu ta sama trasa, co pierwsza dycha z cyklu. Najszybsza z dotychczasowych tras dyszek i najbardziej już znana, bo to piąty bieg tą trasą. Start z okolic Słonecznego Wrotkowa, zaraz po niej długa prosta na tamie, gdzie okazało się, że znowu źle stanąłem na starcie i sporo czasu straciłem na mijanie biegaczy. Po tamie znowu bardzo długa prosta, gdzie stawka już się ustawiła a do mnie dołączył biegacz, który przebył ze mną prawie całą trasę i wielkie dzięki mu za to. Po nawrocie na ścieżkę rowerową były już spore przerwy pomiędzy biegaczami i było luźniej. Ostatnie dwa kilometry to była już walka ze sobą, bo czułem, że słabnę, a wcale nie pomagało to, że mijali mnie biegacze, którzy rozpoczęli finisz już na 2-3 km przed metą.

    Frekwencja

    Po rekordowej pod tym względem Drugiej dysze z listopada, chyba nikt się nie spodziewała się rekordu teraz. Zwłaszcza, że dzisiaj również odbywały się duże biegi jak Łódź Maraton i Cracovia Maraton, ale tydzień przed Orlen Maratonem nasz bieg mógł być dobrym sprawdzianem. Liczba 1063 jest dla mnie totalnym zaskoczeniem!! Świetny wynik!

    Wynik

    Wynik zadowalający 43’10” Netto to wynik o równo minutę i sekundę gorszy niż życiówka z ubiegłego roku, ale z dzisiejszego biegu jestem bardzo zadowolony. Czas Brutto pokazuje, że znowu się źle ustawiłem, bo straciłem 40 sekund na rozpoczęcie biegu.

    Czas Brutto: 43’54”
    Czas Netto: 43’10”
    Miejsce w kat. Open: 185
    Miejsce w kat. M30+: 63

    Wyniki dostępne ->tu<-

    Organizacja

    Zabezpieczenia trasy z początku nie mogłem ocenić źle, ale zabezpieczenie strefy mety pozostawiło dużo do życzenia. Na samym finiszu, gdzie biegacze biegną lub starają się finiszować i biegną z maksymalną szybkością, kibice nie przypipilnowani chodzili jak po zwykłym chodniku i było spore ryzyku zderzenia z finiszującymi. Mam nadzieje, że następnym razem organizatorzy tego przypilnują.

    Wrażenia z biegu

    Ostatni bieg przed Maratonem Lubelskim miał pokazać w jakiej formie jestem i czy dam radę pokonać trasę maratonu tylko biegiem. Obawiałem się po ostatnim długim wybieganiu, że jednak forma jest zbyt daleka od optymalne lub zadowalającej, ale ten start rozwiał moje wątpliwości. Bieg był równy bez spadków tempa i bez jakichś dużych kryzysów. Mimo słabszego wyniku niż rok temu jestem zadowolony z jakości i szybkości tego biegu.

    Przed startem 3. PZU Maratonu Lubelskiego optymizm wrócił i znowu chce mi się walczyć z tą trasą.

  • 10 PZU Półmaraton Warszawski

    10 PZU Półmaraton Warszawski

    Moje pierwsze podejście do startu w półmaratonie. No dobra drugie, ale do pierwszego się tylko zarejestrowałem. 10 PZU Półmaraton Warszawski dodałem do mojego kalendarza startów na wiosnę 2015 dość spontanicznie. Jak już kiedyś wspominałem start ten traktowałem bardziej jako możliwość spotkanie się z Oskarem i w końcu pogadanie face2face. Moje podejście zmieniło się już na 10 dni przed startem, poczułem ten dreszcz towarzyszący każdemu startowi, znowu rywalizacja i chęć pokonania siebie i zmierzenie się z trasą. Odpuściło dopiero jak stanąłem w strefie startowej. Cel na ten bieg był jeden, nie zobaczyć 2 z przodu.

    Na kilka dni przed startem uzgodniliśmy wspólnie z Oskarem, że biegniemy razem po wynik 1h49′. Jego trener tak ustalił, bo to będzie dobry sprawdzian przed jego startem w Orlen Maratonie. Ja bardzo chętnie się pod takie tempo podpiąłem, a bieganie w zawodach z kimś to dodatkowa motywacja do osiągnięcia zaplanowanego rezultatu. Średnie tempo jakie musieliśmy utrzymać to 5’11″/km. Po ostatnich treningach uznałem, że to bardzo realne do osiągnięcia.

    Niestety duży tłum na starcie w naszej strefie startowej spowodował, że pogubiliśmy się już na pierwszym kilometrze i przez resztę dystansu trasę przemierzałem praktycznie samotnie z wyjątkiem małej przerwy od 3-8 km, gdzie biegłem z Bartkiem.

    Pogoda

    Koniec marca to mogło być wszystko. Łącznie ze śniegiem i zamieciami śnieżnymi. Ostatnie dni przed startem to strach przed załamaniem pogody. Jedne prognozy mówiły, że będzie zimno i deszczowo inne, że będzie słonecznie, ale chłodno. W dniu startu okazało się jest słonecznie i ciepło. Co było całkiem dobrymi warunkami do biegania.

    Trasa

    Trasa pierwotnie była wytyczona trasą Maratonu Warszawskiego, ale na skutek pożaru mostu Łazienkowskiego musiała zostać ustalona nowa. Ta nowa trasa zaraz po opublikowaniu, na innych blogach i profilach facebookowych poświęconych bieganiu, została okrzyknięta bardzo szybką i wszyscy spodziewali się dużo rekordów życiowych. No cóż ja wiedziałem, że będzie rekord, bo to debiut 🙂

    0-5 km

    Pierwsze kilometry trasy pomiędzy szklanymi domami i pierwszy „podbieg” na wiadukt po 1,5 km, następnie długa prosta al. Niepodległości niemal płasko i pierwszy punkt z wodą i izotonikami, który niestety przegapiłem przez bieg w dużym tłumie.

    5-10 km

    Nawrót i kolejna długa prosta ul. Puławską w stronę placu Unii Lubelskiej do kolejnego punktu odżywczego. Nudnawy odcinek, gdzie stawka odrobinę się poszarpała i pojawiło się troszkę więcej miejsca.

    10-15 km

    Kolejny nawrót na al. Łazienkowską w stronę spalonego mostu Łazienkowskiego, a przed mostem zbieg w ul. Solec. Tu trasa pokrywała się z trasą Maratonu Warszawskiego tyle, że pod prąd. Lubię ten fragment trasy zwłaszcza bieg w tunelu.

    15-21,097 km

    Za tunelem rozpoczęły się ostatnie kilometry, zmęczenie już trochę dawało znać o sobie, ale humor dopisywał, tempo utrzymywałem równe i dość wysokie. Po 18 km rozpoczyna się ostatni i najdłuższy podbieg na trasie ul. Krajewskiego w stronę Starego Miasta i mety. Jeszcze tylko Krakowskie Przedmieście i docieramy do upragnionej mety. Tempo trzymałem do samej mety i siły na finisz jeszcze były.

    Trasa ogólnie mi się podobała była dość szybka. Po przygotowaniach, które odbywały się w Lublinie to trasa była raczej odpoczynkiem i miłą odmianą od ciągłych lubelskich podbiegów.

    Wynik

    Cel był jasny i klarowny. Pobiec w okolicach 1h45′ – 1h50′, ale nie zobaczyć 2 z przodu. Z przebiegu zmagań z trasą miałem nadziej utrzymać się w grupie 1h45′ i z nimi dobiec do mety. Okazało się, że grupę zostawiłem za sobą, a nawet nie odnotowałem kiedy. Bieg był równy dość szybki i pokazuje, że mogę go jeszcze poprawić, bo zapas był.

    Czas Brutto: 1h46’43”
    Czas Netto: 1h43’50”
    Miejsce w kat. Open: 3482
    Miejsce w kat. M30+: 1515

    Wrażenia

    Masa ludzi! Cała masa. Na mecie sklasyfikowanych 12958 biegaczy! Przez pierwsze 8-9 kilometrów biegliśmy noga za nogą i nie było możliwości nawet zmiany kierunku. Chyba było zbyt ciasno w strefach czasowych. Widać po tempie jakie na poszczególnych kilometrach osiągałem kiedy nastąpiło przerzedzenie biegaczy. Jestem bardzo zadowolony z tego biegu mimo zbyt dużego tłoku. Debiut na dystansie półmaratonu uważam za udany chociaż lekki nie dosyt pozostał (jak zwykle).

    Myślę, że ten start był dobrym prognostykiem przed majowym 3. PZU Maratonem Lubelskim. Przede mną jeszcze jedno lub dwa 30 km wybiegania i forma na kluczowy start będzie wysoka.

    A Wam jak poszło? Jakieś życiówki czy super wyniki?

  • Trzecia Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Trzecia Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Tegoroczna Trzecia Dycha do Maratonu to już 11 bieg w historii tego cyklu i 2 Nocna Dycha. Trasa, która była do pokonania podczas zimowej Dychy do Maratonu to też już znana propozycja z poprzednich edycji cyklu.

    Bardzo ciekawym pomysłem jest zorganizowanie tego biegu właśnie późną porą, bo start zaplanowany na 22.00.  W ubiegłym roku, biegło mi się na tej trasie dość dobrze, choć bez oszałamiającego wyniku. W tym roku mogłem po raz pierwszy zaprezentować oficjalnie w biegu koszulkę biegową Marcelina TEAM. Teraz będę mógł się lansować z blogiem na każdym biegu 🙂

    Pogoda

    Czego można było się spodziewać po aurze pod koniec stycznia i to wieczorem? Dużego mrozu, śniegu i skrzypienia pod butami. Tymczasem już drugi rok z rzędu pogoda nam dopisała i było względnie ciepło około 1-2° na plusie, początkowo towarzyszyła nam mgła, która potęgowała uczucie wilgoci. Całe szczęście było bezwietrznie. Lepszej pogody do biegania w zimie nie można sobie wymarzyć, moim zdaniem.

    Trasa

    Start usytuaowany pod halą Globus na którym stanęła rekordowa ilość 1101 biegaczy!  Po nim około półtora kilometrowa prosta praktycznie bez wzniesienia, ale w bardzo dużym tłumie. Następnie wbiegliśmy na Aleję Kraśnicką, a tu kilometr pod lekkie wzniesienie. Jeszcze bieg w dużej grupie, ale już jest luźniej niż na starcie. Teraz najbardziej widowiskowa część trasy to około 2,5 kilometra po al. Racławickich i Krakowskim Przedmieściu, czyli wizytówce Lublina, to właśnie tutaj było jak zwykle najwięcej kibiców i biegło się najciekawiej i najszybciej. Następnie odcinek ul. Kapucyńską i ul. Narutowicza delikatnie w dół, a później w ul. Okopową, gdzie znajdował się wodopój. Teraz około 800 m pod niewielkie wzniesienie ul. Marii Skłodowskiej-Curie, na jej końcu skręciliśmy w ulicę Akademicką i solidny zbieg do ulicy Głębokiej. Pora na lekki odpoczynek, bieg po płaskim i długim odcinku to już odpoczynek, przed najbardziej wymagającym etapem tej dychy. Jeszcze około kilometra ul. Nadbystrzycką i zaczął się kilometrowy podbieg na końcu trasy, po którym wbiegliśmy na metę znajdującą się w hali Globus. W zeszłym roku wydawało mi się, że ta góra jest dłuższa i bardziej stroma.

    Wynik

    Po okresie dość długiego jak na mnie roztrenowania nie miałem żadnych oczekiwań i celów związanych z tym startem. Biegłem na zaliczenie, bez napinki i szaleńczego tempa. Mimo to wynik 44’58″na mecie troszkę mnie rozczarował, bo wydawało mi się, że biegnę szybciej. 44’13” Netto to czas dość dobry, zważywszy, że w ubiegłym roku na tej samej trasie było o prawie 4 minuty wolniej.

    Czas jaki udało się osiągnąć dał mi 189 miejsce w kategorii Open, 70 miejsce w kategorii wiekowej M30+ oraz 182 wśród mężczyzn. Jak na taką ilość biegaczy sumie całkiem nieźle. Choć niedosyt pozostaje.

    Oficjalne wynik możecie sprawdzić tu.

    Organizacja

    Jak zwykle wolontariusze związani z biegami w Lublinie spisali się lepiej niż bardzo dobrze. Wspierają biegaczy zawsze na trasie dopingiem i dbają o nasze bezpieczeństwo i chwała im za to. Jesteście świetni!

    Kolejny świetny wynik frekwencyjny podczas Trzeciej Dychy do Maratonu. Rekordu z Drugiej Dychy, co prawda nie pobiliśmy, ale i tak było bardzo dobrze. Na mecie zostało sklasyfikowanych 1096 osób, co jest znacznym przyrostem wobec 744 biegaczy, którzy ukończyli ubiegłoroczną Nocną Dychę

    Na mecie każdy z uczestników mógł odebrać egzemplarz chusty BUFF, która jest genialnym wynalazkiem o którym już kiedyś wspominałem na blogu. Było to zapowiedziane przez organizatorów już przed biegiem, ale i tak jest to miłe bo BUFFy uwielbiam i będę miał kolejną w kolekcji. Tu niestety pojawia się rysa na świetnej organizacji. Kolejka była chaotyczna, a dość długie oczekiwanie na gadżet spowodowało wyciszenie, całej oprawy. Wierzę, że następnym razem będzie lepiej.

    Wzór BUFFa jaki otrzymałem, chyba sygnalizuje, że już trzeba na poważnie myśleć o Rzeźniku 😉

  • Druga Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Druga Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Druga Dycha do Maratonu trzeciego cyklu była jubileuszową dziesiątą Dychą do Maratonu. Jestem dumny i wzruszony, że mogłem uczestniczyć we wszystkich dziesięciu biegach z tego cyklu. Ze wszystkich biegów najlepiej wspominam pierwszą dychę, bo to ona rozpoczęła moją przygodę z bieganiem w zawodach. Jeśli chodzi o wyniki to najlepsza była ósma dycha. Ta dziesiąta jednak pozostanie w sercu, chyba najdłużej.

    Duma z tego, że pomogłem budować ten cykl od samego początku. Pomagałem, bo we wszystkich biegach brałem udział i zachęcałem wszystkich znajomych biegających do brania udziału w najbardziej lubelskich biegach. Dwa lata temu nawet do głowy mi nie przyszło, że pierwsza Dycha do Maratonu może być pierwszą z wielu jakie się odbędą. Stając na starcie tej 10 dychy nie miałem oczekiwań, jeśli chodzi o wynik chciałem tylko ukończyć ten bieg i móc być dumnym.

    Pogoda

    W zasadzie dopisała, choć mogłoby być cieplej o 3-4 stopnie. Najważniejsze, że nie padało i nie było jakiś podmuchów wiatru. Dobra pogoda do bicia życiówek.

    Trasa

    Start spod stadionu Arena Lublin, fajnie było stać przed nim, bo bieganie po drugiej stronie rzeki i obserwowanie jak powstaje zawsze przywoływało myśl, że fajnie by było brać udział w biegu z i na stadion. No i się spełniło. Pierwsze 4 kilometry to dość płaski etap trasy i bieg w tłumie, bo na starcie stanęła rekordowa ilość biegaczy. potem przyszła kolej na podbieg na 5 km, który już raz dał mi w kość, podczas I Maratonu Lubelskiego. Dzisiaj pokonałem drania bez większego problemu, ale wysiłek był spory. Następnie z bieg z góry i powrót na pierwsze kilometry trasy. Finisz na stadionie, mniejszym niż Narodowy, ale wrażenie i tak robi.

    Wynik

    Zaskakująco dobry wynik. Zabrakło niewiele do uzyskania życiówki, bo gdybym pobiegł 23 sekundy szybciej mógłbym pochwalić się nowym rekoredm życiowym w biegu na 10km. Dzisiaj uzyskałem wynik netto 42’33” i brutto 43’23”. Dało mi to 230 miejsce w kategorii Open i 78 w M30+.  Czuję się usatysfakcjonowany tym biegiem. A oficjalne wyniki możecie zobaczyć tutaj.

    Jeden rekord w tym biegu jednak padł. To rekord frekwencji! 1031 osób na mecie Dychy do Maratonu! To naprawdę świetny wynik! Gratulacje dla organizatorów, bo sukces jest duży. Mam nadzieję, że w następnych biegach będzie jeszcze więcej biegających i liczę na kolejny rekord frekwencji w III Maratonie Lubelskim już 10 maja.

    Dziękuję też za dyplom za udział we wszystkich 10 biegach. Jestem jednym z piętnastu! Widzimy się na następnej dysze i na 15 też będę.

  • 36. PZU Maraton Warszawski

    36. PZU Maraton Warszawski

    6 PZU Maraton Warszawski to mój czwarty bieg na królewskim dystansie.  Zeszłoroczna edycja największego biegu w Polsce bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.  Organizacyjnie pobili lubelskie imprezy, ale nasi organizatorzy przez rok bardzo dużo się nauczyli i nasza lubelska impreza sprostała zadaniu. Teraz przyszła pora zobaczyć czy coś się poprawiło w organizacji w Warszawie.

    Dzięki treningowi przez całe wakacje miałem nadzieje, że dam radę zadaniu jakie sobie wyznaczyłem. Ambicja była duża. Trzecia próba w tym druga realna pobicia 4 godzin. I co?

    Trasa

    Trasa tegorocznego Maratonu  warszawskiego jest bardzo podobna do wersji trasy z roku 2013.

    Start

    Ustawienie się na starcie wspólnie z tysiącami takich samych wariatów to fajne przeżycie. Stoisz pod Stadionem Narodowym, czekasz na wystrzał startera i 42km 195m walki z samym sobą przede mną.

    0 – 5km

    Po starcie mostem Poniatowskiego przez al. Jerozolimskie do ronda ze sławną palmą biegliśmy po płaskim, jeszcze w ciszy większość jeszcze przeżywa start. Na rondzie Dmowskiego skręt w prawo w Marszałkowską, o Pałac Kultury 🙂 Wbiegliśmy na Śródmieście humory dopisywały, a tempo ustawione przez pacemakera na razie mi odpowiadało.

    5-10km

    Trasa na tym etapie biegła przez Stare Miasto, spokojnie z lekkimi zbiegami można trochę pozwiedzać pooglądać. Potem etap przez Nowe Miasto trochę bardziej zielony kawałek trasy, dalej lekko z górki. Tutaj odpadł nam zając, który poszedł w krzaki za potrzebą. Teraz długa prosta wzdłuż rzeki po płaskim.

    10-15km

    Wbiegamy do tunelu, co jest miłą odskocznią od długiej prostej. „Echooo, Echoo”, które przetestowało większość biegaczy rozluźniło atmosferę i trochę zmęczone już mięśnie. Po około 1,5 kilometra wychodzimy na powierzchnię, a tu tłumy kibiców. No i minął mnie biegnący banan. Tak banan. Znowu długa prosta Solcem i skręcamy do Ujazdowa tu znowu trochę zieleni.

    15-20km

    Teraz możemy pobiegać chwilę po Łazienkach w spokoju, ciszy wśród natury. Wracamy na ulicę. Zrobiło się trochę, szerzej i widzę, że część grupy już zostaje w tyle. Nam humory jednak dopisują. Kolejna długa prosta Czerniakowską.

    20-25km

    Wbiegliśmy na Sadybę i znowu długa prosta. Dostajemy informację, że zwycięzca dobiegł już do mety… a my dopiero w połowie trasy. Wbiegliśmy na Stary Wilanów w oddali widać już… nie, to chyba nie gigantyczna wyciskarka do cytrusów to Świątynia Opatrzności do niej jeszcze jakieś 2,5 km, a przy niej nawrót i pozdrawiamy i dopingujemy wolniejszych biegaczy.

    25-30km

    Teraz po Nowym Wilanowie trochę dzikimi rejonami miasta. Ach te spowalniacze na ulicy. 2 km odcinek wzdłuż drzew i na końcu delikatny podbieg, ale dał trochę w kość. W zeszłym roku tutaj się odkleiłem od głównej grupy biegnącej na 3h55′, teraz to ja wyprzedzam grupę. Po długiej prostej wbiegliśmy do Centrum Ursynowa, a potem kolejna długa prosta ul. Puławską.

    30-35km

    Kolejna długa prosta i delikatny podbieg na wiadukt na ulicy Puławskiej. Pierwsze oznaki kryzysu nogi słabną, pojawiły się skurcze. Mój towarzysz w biegu nawet zaproponował marsz, ale go od tego odwiodłem :). Nie poddawać się i znowu widzę swoja radość na mecie po uzyskaniu upragnionego czasu. Kibice wspierali nas bardzo żywiołowo, miłe to. Przeskoczyłem ścianę niczym Jedi!

    35-40km

    Wbiegliśmy na Stary Mokotów tu już nogi odmawiają posłuszeństwa, pojawia się w głowie myśl, że jednak nie dam rady. Wyliczenia mówią, że zabraknie nam minuty lub dwóch. W głowie słyszę piosenkę Eminem – Lose Yourself, a w zasadzie jej pierwsze linijki:

    Look, if you had, one shot, or one opportunity
    To seize everything you ever wanted, one moment
    Would you capture it?
    Or just let it slip, yo

     Nie dam się wyślizgnąć wynikowi! Wróciłem! Biegniemy szybciej! Widzę Palmę! To już końcówka!

    40-42,195km

    Wbiegamy na al. Jerozolimskie, widzę most Poniatowskiego i Stadion Narodowy to jest nasz cel! Nogi się już nie kręcą, a w oczach mam łzy. Walka na ostatnich metrach to już nie walka z trasą czy z samym sobą, ale z grawitacją. Czas jest dobry i szansa na wymarzony wynik. Za mostem w prawo, pod wiaduktem i wbiegam na Stadion Narodowy, po zrywie jakiego na finiszu maratonu jeszcze nie miałem!! Zostałem jego bohaterem!! Jest Meta!!

    Dzięki za przebycie trasy od 15 km Krzysztofowi, mam nadzieję, że to przeczytasz. To dzięki tobie udało mi się uzyskać wymarzony rezultat! Wielkie dzięki chłopie! Za bieganie z poczuciem humoru i motywację.

    Wynik

    Czas Brutto: 4h 02′ 18″
    Czas Netto: 3h 57′ 04″
    Miejsce w kategorii Open: 2862
    Miejsce w kategorii M30+: 1078
    Dokładnie takiego wyniku oczekiwałem, taki sobie wymarzyłem. Wbiegając na płytę Narodowego zobaczyłem na zegarze 4h’01″38… no i miałem łzy w oczach. Tak mało zabrakło! Jestem jednak niezmiernie zadowolony! Zasłużyłem na piwo i odpoczynek. Oficjalne wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Podobało mi się jeszcze bardziej niż w roku ubiegłym. W końcu udało się przebiec cały maraton bez marszu. Organizacja znakomita, nic tylko czerpać wzorce 🙂 Jak na bieg maratoński, który przebyłem praktycznie bez pomocy pacemakera myślę, że wynik jest lepszy niż mi się teraz wydaje.

  • Pierwsza Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Tegoroczna Pierwsza dycha to już 9 bieg z cyklu Dychy do Maratonu, tym samym rozpoczął się 3 cykl tej imprezy. Głównym organizatorem tej edycji cyklu będzie Fundacja Rozwoju Sportu w Lublinie, a nie jak do tej pory Stowarzyszenie „Maraton Lubelski”.

    Z nowości jako pierwszy rzucił się w oczy nowy numerek i nowe medale. Graficznie bardziej mi się podoba niż poprzednia wersja, a medal bardziej przypomina medale z maratonów.

    Tak jak w zeszłym roku Pierwsza Dycha do Maratonu odbyła się na tydzień przed Maratonem Warszawskim. Dlatego też nie nastawiałem się na jakiś rewelacyjny wynik, ten bieg miał być tylko testem przed głównym startem tej jesieni. Organizatorzy spisali się całkiem dobrze. Choć strefa mety mogłaby być lepiej zorganizowana. Przy takiej ilości startujących było troszkę ciasno. Myślę, że frekwencja to duży sukces nowych i starych organizatorów tej imprezy. W pierwszym biegu trzeciego cyklu Dycha do Maratonu zostało sklasyfikowanych 901 osób. Zdecydowany rekord biegów w Lublinie. Jeszcze raz gratulacje dla Fundacji Rozwoju Sportu w Lublinie i Lubelskiego Stowarzyszenia Biegowego.

    Pogoda

    Warunki atmosferyczne w tym biegu sprzyjały osiągnięciu dobrych wyników. Niebo zachmurzone, ale nie padało, było bezwietrznie , a temperatura w okolicach 16-17º C to dla mnie warunki idealne do biegania.

    Trasa

    Tradycyjnie Pierwsza i Czwarta Dycha odbywa się na tej samej trasie nad Zalewem Zemborzyckim. Ruch ten jest celowy, bo biegacze mogą sobie porównać wyniki na początku przygotowań do Maratonu Lubelskiego i na ich końcu. Trasa lubiana przeze mnie i myślę, że przez większość startujących, ma dwa lekkie podbiegi, więc można się sprawdzić, ale większość trasy jest płaska, co sprzyja rozpędzeniu się.

    Wynik

    Ponownie nie mogłem znaleźć odpowiedniego miejsca do ustawienia się na starcie. Od wystrzału startera minęło aż 22 sekundy jak przekroczyłem pierwszą matę. Jak na bieg bez ciśnienia to uzyskany rezultat jest nie najgorszy. Czas Brutto: 44’14”, Czas Netto: 43’52”. Dzięki takiemu rezultatowi zająłem 139 miejsce w kategorii Open i 49 w kategorii M30+. Jestem bardzo zadowolony z wyniku i przebiegu zawodów. Pomimo niezłego średniego tempa, na poziomie 4’25″/km nie odczułem żadnego kryzysu czy spadku wydolności. Dobrze to rokuje przed przyszłotygodniowym biegiem w Warszawie.

    Oficjalne wyniki dostępne pod tym linkiem.

  • Dzień po maratonie

    Dzień po maratonie

    Wiem, że dla większości ludzi to doznania, które nie są znane i pewnie nigdy ich nie doświadczą. Ból nóg od małych palców do ud, ogólne zmęczenie, zakwasy, pewnie też mikro urazy wszystkich znanych mięśni.

    A tak się wygląda na mecie z myślą, że 4,5 miesiąca znowu maraton

    Najbardziej komfortową pozycją jaką mogę dzisiaj przyjąć to siedzenie z wyciągniętymi nogami. Nie mam siły się ruszać (a wiem, że powinienem). Każda aktywność fizyczna jest równoznaczna z sadomasochizmem. Życie dzień po maratonie wygląda jak poniższym filmiku.

    Teraz mocne postanowienie, bez żadnych wygłupów z bieganiem przez miesiąc. Zregeneruje się i wracam do przygotowań do następnego maratonu. Odpuszczam Półmaraton Solidarności 8 czerwca. Na 36 PZU Maratonie Warszawskim łamię 4h. Bez dwóch zdań. Tam się uda! Musi.

    Pomimo słabszego wyniku niż planowałem, bólu i zmęczenia jest zadowolony z 2 Maratonu Lubelskiego. Był chyba jeszcze trudniejszy niż ten pierwszy, a przynajmniej trasa. Warunki atmosferyczne były lepsze, ale nie na tyle, żeby mnie nie wymęczyły.

  • 2 Maraton Lubelski

    2 Maraton Lubelski

    W zeszłym roku to był mój maratoński debiut. Mordercze warunki atmosferyczne w połączeniu z brakiem doświadczenia nie ułatwiały pokonania trasy. Po dobiegnięciu do mety ze łzami w oczach powiedziałem, że nigdy więcej i w ogóle za jakie grzechy!

    Wynik 4h34′ napawał dumą. Odpocząłem 5 minut zjadłem banana, dopiłem izotonika i powiedziałem do żony, że za rok nie będę biegł z wózkiem, a tydzień później byłem zapisany na 35. Maraton Warszawski 🙂 Prawie rok po debiucie w Maratonie był to 3 mój bieg w maratonie. Cel wyznaczony: przebiec i przeżyć bieg (prawie) górski maraton, zakładany czas 3h55′.

    Trasa

    Informacja ze strony organizatora maratonu http:/maraton.lublin.eu

    Trasa dość ciężka, dużo podbiegów. Osobiście przed biegiem nawet mi się podobała. W trakcie przygotowań do startu przebiegłem niemal każdy fragment trasy.

    Opis biegu

    1-4 km

    Trasa wąskimi uliczkami, ale daliśmy radę. Fajny pomysł, żeby maraton zawitał w te rejony miasta.

    5-8 km

    Al. Racławickie długi prosty odcinek wzdłuż Parku Saskiego, kawałek mojej codziennej ścieżki biegowej. Teraz w dół Lesława Pagi do Głębokiej. W drodze na Czechów w duży zbieg z Sikorskiego, a potem piękny podbieg ul. Ireny Kosmowskiej. Nadałem tej górce nawet imię-określenie, Bitch. Zabiłem ją już kilka razy, ale maraton to co innego.

    9-15km

    Rodzinne strony. Czechów. To tutaj rozpoczęła się przygoda z bieganiem, trasa maratonu przez najbliższe 6-7 km to moje ścieżki, znam na pamięć.

    16-21km

    Bardzo „urokliwe” miejsca, wizytówka miasta raczej średnia, ale dobre miejsca do biegania. Przemysłowa część miasta. Pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia.

    22-25km

    Droga Męczenników Majdanka pod górę, ale nie ekstremalnie ten etap kilka razy pokonałem w okresie przygotowań. Skręt w lewo w Krańcową w dół do Browarów Perły… tu powinien być wodopój 🙂 Niestety na tym etapie uciekła mi grupa z pacemakerem.

    26-31km

    Znowu mało urodziwe miejsce w mieście, ale perspektywa mety była coraz bliższa. Diamentową w dół, żeby zaraz zaliczyć podbieg lekki, ale zawsze i znowu w dół. No i ściana… kolano trochę zaczęło boleć, ale udało mi się rozruszać.

    32-35km

    Najgorszy odcinek maratonu. Al. Jana Pawła II ciągnęła się w nieskończoność i ta góra na wysokości Gęsiej… wrrr!! Ten etap niestety bardziej przeszedłem niż przebiegłem. Brak siły. Nie pomagał ani cukier, ani banany, ani izotoniki. No i minął mnie pacemaker biegnący na 4h00′. Już wiedziałem, że się nie uda zrealizować celu.

    36-40km

    Kolejna długa prosta al. Kraśnickimi. To już blisko. Przypomniało mi się hasło motywacyjne z PZU Maratonu Warszawskiego – Ból to twój najlepszy przyjaciel.

    41-42km 195m

    Prosta na Racławickich i meta… Bolało. Ostatnie 6-7 kilometrów pół na pół biegi  marsz, ale 41 kilometr przez centrum miasta już trzeba było przebiec. Ostatecznie czas 4h13’14” i 307 miejsce w kategorii OPEN. W kategorii wiekowej M30+ miejsce 103. W sumie mogę być zadowolony. Trasa była naprawdę bardzo wymagająca. Zawody ukończyło 609 osób wszystkim gratuluję.

    Organizacja biegu

    Porównując I Maraton Lubelski i 35. Maraton Warszawski, było dużo nauki, choć i tak było świetnie zorganizowane. Po przebiegnięciu II Maratonu Lubelskiego stwierdzam, że praca domowa odrobiona nawet lepiej niż dobrze. Wolontariusze pracowali naprawdę świetnie. Trochę słabo, że trzeba biegać z samochodami, ale nasze miasto inaczej by nie funkcjonowało. Wielkie dzięki wszystkim, którzy nas wspierali na trasie.

    Wyniki do sprawdzenie pod tym linkiem.

    Będzie bolało dopiero jutro!