Tag: Koszulki

  • Nike Miler Singlet, czyli koszulka na lato

    W W ciągu lata zrobiło się nadspodziewanie ciepło i moja ukochana koszulka Icebreaker pomimo, że cienka stała się ciut za ciepła. Spowodowało to, że musiałem zakupić koszulkę na taki upał. Wybór padła na koszulkę Nike Miler Singlet.

     Wygląd

    Z racji tego, że koszulka miała mi służyć do biegania w wysokich temperaturach koszulka jest bez rękawków. Wybrałem kolor mocno świecący, bo muszę dbać, żeby mnie nic nie rozjechało.

    Koszulka ma taki patent przez który można przepuścić kabel od słuchawek, ale z niego nie korzystam, bo nie jest kompatybilny z moimi Sennheiserami.

    Komfort

    Pierwsze biegi przypadły na standardowe 15-16 km koszulka sprawdzała się bardzo dobrze. Przewiewna (a o to głównie chodziło), a rękawki nie przeszkadzały (bo ich nie ma). Bardzo przyjemnie się w niej biegało na takich odcinkach.

    Niestety ma też wadę jak każda chyba koszulka techniczna tak i ta Dri-Fitowa jak nasiąkają wilgocią potrafią obetrzeć brodawki. Problem pojawił się co prawda po 20 km biegu, ale nie znałem tego zjawiska biegając w wełnianej koszulce. Przytrafiło mi się to przy pierwszych dwóch długich wybieganiach, a przy kolejnych już nie odnotowałem problemu.

    Podsumowanie

    Koszulka bardzo wygodna dobrze się sprawdza przy bieganiu w wysokich temperaturach. Potrafi zrobić krzywdę, ale zasłużyła na moje uznanie. Mam nadzieje, że warunki pogodowe pozwolą mi w niej przebiec Maraton Warszawski (z drugiej strony też nie będę płakał jak będzie chłodniej i będę musiał biec w koszulce wełnianej).

    Wpis trochę spóźniony, bo zrobiło się zimno, ale na przyszły rok będzie jak znalazł.

    PS. Właśnie mi się zamarzyło, żeby takie koszulki robili takie kolorowe jak hawajskie koszule. Będą się idealnie nadawały na letni lans 🙂

  • Koszulki, czyli wełna merynosów rządzi

    Koszulki, czyli wełna merynosów rządzi

    Dzisiaj wpis biegowy o koszulkach. Odkąd biegam, korzystałem już z wielu koszulek.
    Chyba jak większość początkujących używałem koszulek Kalenji z Decathlonu. Niestety po tym jak zużyłem 3 w ciągu jednego roku (wyglądały dalej ładnie, ale ta woń…) musiałem znaleźć alternatywę, która nie zje całego mojego budżetu. Myślałem nad technologią Nike DriFit (sprawdziła się przy koszulce do gry w kosza) i kilkoma innymi firmami. Jak zwykle z ratunkiem przyszła moja żona. W prezencie od niej dostałem koszulkę Icebreaker z wełny merynosów. Koszulka raczej turystyczna, ale teraz nie wyobrażam sobie biegania w czymś innym. Jest lekka, dobrze izoluje jak to wełna i doskonale się w niej czułem biegając całe lato, nie było mi w niej za ciepło (pomimo czarnego koloru), a w zimie za zimno.

    Cenowo jednak wychodzi dosyć drogo, ale naprawdę warto wydać te parę złotych więcej. Moja letnia koszulka po całym sezonie i wielu długi wybieganiach wygląda jak nowa. Czytałem nawet o teście koszulki z wełny merino jakiego dokonał jakiś Australijczyk (o ile dobrze pamiętam) chodził w koszulce 365 dni bez prania, a ona wredna nie chciała zacząć śmierdzieć i już. Ja się nie posunąłem do tak ekstremalnych prób, ale potwierdzam nie śmierdzenie koszulki 🙂
    Osoba, która wymyśliła, że wełna merino jest dobra do produkcji ubrań powinna dostać Nobla. We wszystkich dziedzinach.