Tag: Lublin

  • Krajobraz po 3 PZU Maratonie Lubelskim

    Krajobraz po 3 PZU Maratonie Lubelskim

    Od biegu minęło już trochę czasu, kurz opadł, tak jak emocje, asfalt wysechł czas na podsumowanie 3 PZU Maratonu Lubelskiego. A wydarzyło się sporo.

    Samopoczucie

    Podczas biegu maratońskiego nie wystarczy być dobrze przygotowanym fizycznie, ale równie ważne, jak nie ważniejsze jest przygotowanie psychiczne. Bo maraton biegnie się głową. Pozytywne nastawienie i wiara w osiągnięcie celu wraz z przygotowaniem fizycznym to mieszanka idealna. Do startu w  moich pierwszych dwóch, a nawet trzech maratonach skupiałem się głównie na przygotowaniu fizycznym, na wybieganiu, ale nie bardzo byłem przygotowany psychicznie na taki wysiłek. Zbyt szybko się poddawałem i przy pierwszym kryzysie przechodziłem w marsz, a to dla rytmu biegu jest zabójcze i każdy następny kilometr ciężko było pokonać biegiem.

    Przełom nastąpił w 36. PZU Maratonie Warszawskim, który pokonałem cały biegiem dzięki pozytywnemu nastawieniu i dobrym okresie przygotowawczym. Teraz, kilka dni po 3. PZU Maratonie Lubelskim mogę śmiało powiedzieć, że wiara w osiągnięcie celu to główny czynnik biegania maratonów. Nie byłem zadowolony z mojego okresu przygotowawczego do tego biegu, ale wiedziałem, że mogę go przebiec w 100% dzięki wizualizacji nagrody jaką sobie wyznaczyłem. No i się udało!

    Nie mówię, że nie obyło się bez kryzysu, bez utraty wiary, ale dzięki dobremu towarzystwu, które mnie zmotywowało do przełamania słabości dobiegliśmy do mety. Mam nadzieję, że ja też byłem odrobinę pomocny, bo oprócz wiary w wynik i przygotowaniu fizycznemu zawsze trzeba znaleźć osobę, która doholuje Was do mety (o czym przeczytacie u Oskara). Właśnie w tych moich najlepszych biegach z Warszawy i Lublina miałem takie osoby i też dzięki nim wyniki są bardzo dobre.

    Po poprzednim maratonie, muszę się Wam przyznać, że spadłą mi trochę motywacja do biegania. Po prostu nie wierzyłem, że jestem w stanie pobiec szybciej niż złamanie 4h. Myślałem, że to szczyt moich możliwości i osiągnięcie tego wymarzonego rezultatu zmusi mnie do znalezienia jakiejś innej motywacji niż wynik na mecie. Przez to straciłem trochę radość z biegania, a szukanie jej na siłę skończyło się tym, że idealnym wytłumaczeniem dla rzadszych treningów było mniej czasu (bo remont i My Little Ant wymagają więcej czasu). Ten maraton przywrócił mi radość z biegania i już w poniedziałek miałem w głowie myśl o bieganiu, a gdyby nie ból mięśni to pewnie bym wyszedł potruchtać. Wrócił głód biegania, więc przygotowania do sezonu jesiennego rozpoczną się dużo szybciej niż się spodziewałem. Micha znowu mi się cieszy.

    Teraz pozostaje tylko dobrze przepracować lato i we wrześniu mierzyć się z kolejnymi celami na maraton. Jeszcze nie wiem jakie będą. Na razie cieszę się z nowej życiówki i ze skopania tyłka tej morderczej lubelskiej trasie.

    Organizacja biegu

    Mogę to powiedzieć głośno a nawet wykrzyczeć. To był najlepiej zorganizowany lubelski bieg w jakim brałem udział, a biegłem we wszystkich trzech maratonach i wszystkich 12 dychach. Wolontariusze na punktach odżywczych uwijali się znakomicie nawet przy zbliżaniu się dużej grupy. Pomagali biegaczom, których dopadały skurcze i inne przypadłości, robili wrażenie, bo reagowali  szybko. Byli naprawdę wielcy! Strefy kibicowania również działały bardzo dobrze, kibice w nich byli głośni, byli radośni i bardzo pomagali. Pomimo deszczowej aury kibiców wzdłuż trasy również było sporo, a im dłużej trwał bieg tym głośniej nas wspierali. Wielki dzięki i Wam.

    Jedynym zgrzytem organizacyjnym jaki odnotowałem osobiście już po raz trzeci to zabezpieczenie ruchu drogowego. Na pierwszym Maratonie Lubelskim o mały włos nie potrącił mnie autobus, bo jechał na pasie biegu tuż za moimi plecami. Na drugim Maratonie Lubelskim na ulicy Kunickiego też musieliśmy biec pomiędzy samochodami. Niestety i tym razem było podobnie. Wiem, że bieg maratoński paraliżuje życie miasta, ale można było wyłączyć jeden pas ruchu całkowicie i zorganizować ruch tak, żeby biegacze nie mieli nawet okazji zostać potrąconymi przez samochód. Ruch na pasie biegu na ul. Droga Męczenników Majdanka czy Kunickiego i ul. Roztocze to była największa i chyba jedyna porażka organizatorów. Za rok może się uda wyeliminować ten zgrzyt. Trzymam kciuki.

    Kolejna uwaga to sytuacja jaka miała pod koniec stawki. Mocno kontrowersyjna decyzja o ściągnięciu z trasy Biegającej z psami petsitter. Nie znam dokładnie sytuacji, bo jej osobiście nie doświadczyłem, ale mieszcząca się w limicie czasowym zawodniczka ściągana z trasy podczas biegu to duża organizacyjna wpadka. Zwłaszcza, że jest osobą dość charakterystyczną, bo jako jedyna biega w lubelskich biegach z psem. Moim zdaniem taka decyzja będzie miała oddźwięk raczej wizerunkowy. Po co zrażać jedną słabą decyzją do startu w biegu charakterystyczne osoby?

    Mimo tego organizację mogę ocenić bardzo wysoko szkoda tylko, że te dwie rysy mogą mieć spore konsekwencje w przyszłości. Obym się pomylił.

    Plany

    Czas zaplanować następne starty. Najbliższy start jaki znajduje się w moim kalendarzu to II Półmaraton Chełmski. Okazuje się, że na półmaratony zapisuję się spontanicznie. Na jesieni pewnikiem jest 37. PZU Maraton Warszawski, który odbędzie się we wrześeniu oraz kolejne biegi z cyklu Cztery Dychy do Maratonu.

    Po tak rozpoczętym roku maratońskim ambicje mam naprawdę spore. Na pewno będę chciał poprawić swój najlepszy wynik w maratonie, co nie powinno być nierealne. Przecież trasa Maratonu Warszawskiego nie będzie trudniejsza, a nawet nie zbliży się trudności tej lubelskiej. Jeśli dobrze przepracuję lato to postaram się poprawić wynik drastycznie, ale na razie nic nie deklaruję. Muszę odpocząć i wrócić powoli do treningów wtedy wiele się wyjaśni. A plany na dalszą przyszłość to bieg w wymarzonym Biegu Rzeźnika.

    Pozostaje napisać jedno zdanie, które przypomniał mi Oskar w swoim wpisie. Ból jest chwilowy, duma jest wieczna. Hasło duńskich olimpijczyków z Londynu doskonale pasuje do maratończyków. Ja jestem dumny z tego, co już osiągnąłem na polu biegów długodystansowych. Teraz pora na nowe wyzwania i jeszcze większą dumę.

  • 3 PZU Maraton Lubelski

    3 PZU Maraton Lubelski

    Dzisiejszy bieg to był mój piąty start w biegu maratońskim. Miałem nadzieję, że dobiegnę w przyzwoitym czasie, ale bez marszu. Zadanie było bardzo ambitne i niesamowicie trudne. Nagroda za wysiłek też była wielka. Zadeklarowałem, że jak przebiegnę całą trasę 3. PZU Maratonu Lubelskiego to za dwa lata pobiegnę w Biegu Rzeźnika.

    Pogoda

    Początkowo wszystko było optymalnie. Około 15-16ºC, pełne zachmurzenie lekkie podmuch wiatru. Pogoda wymyślona do biegania. Niestety na 29 km zastało nas ochłodzenie i zaczęło padać. Może to nie była ulewa, ale komfort biegu znacznie mniejszy.

    Trasa

    Trasa 3 PZU Maratonu Lubelskiego to prawie sama trasa, co 2 Maratonu Lubelskiego, dlatego już dobrze znana stanowiła wyzwanie troszkę mniejsze niż w poprzedniej edycji. Trasa ciężka, ale do pokonania, zwłaszcza, że spora część trasy to trasa codziennych treningów.

    0-5 km

    Postanowiliśmy wspólnie z Bartkiem startować razem z grupą na 3h45′. Start biegu nie tak ciasny jak start w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim, co pozwoliło od razu osiągnąć zakładane tempo, choć trasa biegła wąskimi uliczkami Śródmieścia, ale po 3 kilometrowej pętli wbiegliśmy na szerokie Krakowskie Przedmieście i al. Racławickie, potem skręt w dół ul. Spadochroniarzy.

    6-10 km

    Na ulicy Wileńskiej zaliczyliśmy pierwszy podbieg jeszcze nie trudny, ale wymagający. Następnie kolejny lekki podbieg na al. Kraśnickiej i zbieg w dół ul. Sikorskiego, chwila oddechu od podbiegów przed pierwszym poważnym sprawdzianem na trasie. Zaraz po 9 kilometrze zaczął się podbieg na ul. Kosmoswskiej, który jest miejscem treningów wielu biegaczy. Zaraz po nim rozpoczyna się odciek 11 kilometrów, który znam z codziennych treningów.

    11-15 km

    Następne 2-3 kilometry to względnie płaska trasa, która pozwoli wyrównać tempo przed kolejnymi podbiegami na al. Spółdzielczości Pracy, gdzie zaliczyliśmy dwa duże zbiegi i jedne solidny podbieg. Pacemaker naszej grupy fantastycznie ustalał tempo biegu w granicach 5’20″/km.

    16-20 km

    Wbiegliśmy już na Kalinę, gdzie przywitał nas kolejny podbieg na al. Andersa, potem kolejny zbieg w kierunku Tatar. Chwila odpoczynku na ul. Mełgiewskiej z delikatnym wzniesieniem, żeby zaliczyć kolejny podbieg do ulicy Grygowej. Humor dopisywał nam cały czas, co sprawiało, że biegło się lżej.

    21-25 km

    Rozpoczyna się ta część trasy na której osłabłem w ubiegłym roku, gdzie straciłem kontakt z grupą i pacemakerem. Podbieg na Drodze Męczenników Majdanka to długa prosta z małym nachyleniem, ale w kość dała. Teraz znowu odrobinę straciłem dystans do grupy, ale odrobiłem stratę. Co prawda na chwilę, ale do niej dołączyłem. Następne kilometry to walka z niewielkim kryzysem.

    26-30 km

    Kolejny kilometr trasy prowadził w dół w dolinę Czerniejówki, żeby zaraz za rzeką był kolejny podbieg (to już chyba 8 duże wzniesienie) i skręciliśmy w ul. Kunickiego, a po kolejnym kilometrze w ul Zemborzycką w kierunku Zalewu, żeby skręcić w ul. Diamentową. No i tutaj niestety straciliśmy kontakt z grupą i musieliśmy sobie radzić sami utrzymać tempo. Zaczęło też padać, co troszkę obniżyło morale, ale nie prędkość.

    31-35 km

    Tu zastaliśmy kolejny zbieg, żeby znowu musieć wbiegać pod kolejną górkę, a za nią ponownie trasa wiodła w dół. Rozpoczyna się odcinek na Jana Pawła II, który dał w kość większości biegaczy, w tym i mnie, przed rokiem. Pierwsze 2 kilometry tego odcinka to bieg po długiej prostej, ale od 34 kilometra zmagań rozpoczęła się mordercza wspinaczka na długości mniej więcej kilometra. Na jej końcu względnie płaski odcinek trasy, ale organizm był już mocno zmęczony.

    36 – 42,195 km

    Ostatni odcinek trasy. Al. Kraśnicka, którą w zeszłym roku w większym stopniu przeszedłem niż przebiegłem, a w tym roku nie poddałem się. Ten odcinek to na przemian lekkie zbiegi i podbiegi, ale nie warte już odnotowania. Na końcu al. Kraśnickiej rozpoczęły się ostatnie 2km al. Racławickimi w kierunku mety.

    Trasa jak już wspomniałem bardzo wymagająca, ale pokonanie jej dało bardzo dużo satysfakcji. Pokazało, że pozytywnym nastawieniem do startu i wiarą w osiągniecie zakładanego wyniku można ją pokonać.

    Wynik

    Głównym moim założeniem na ten bieg było przebiegnięcie całej tras, a przy okazji utrzymać takie tempo, aby nie mieć wyniku gorszego niż rok temu. No i oba te założenia wykonałem w 110%! Trasa przebiegnięta od startu do mety bez marszu, a czas na mecie… to pełne zaskoczenie i lekki szok! Bardzo dobry bieg, a radość na mecie była wielka.

    Czas Brutto: 3h56’58”
    Czas Netto: 3h56’33”
    Miejsce w kat. Open: 263
    Miejsce w kat. M30+: 248

    Wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Wbrew obawom organizatorów wszystko (może z jednym wyjątkiem, ale o tym w następnym wpisie) grało i huczało! Wolontariusze dali czadu i osobiście uważam, że to najlepiej pod tym względem zorganizowany bieg w Lublinie! Było po prostu rewelacyjnie! Kibice i wolontariusze świetnie nas wspierali, a strefy kibicowania tętniły życiem i były bardzo głośne.

    O reszcie wrażeń napiszę wam za kilka dni. Mam nadzieję, że szybciej niż później. Ale jest radość.

    Dzięki Bartek za wsparcie i holowanie kiedy trzeba było.

    A Wam jak poszło? Jakieś życiówki czy super wyniki?

  • Czwarta dycha do maratonu – Sezon 3.

    Czwarta dycha do maratonu – Sezon 3.

    Dwunasta już dycha do Maratonu przeszedł już do historii. Razem z nią zakończył się już trzeci cykl Cztery Dychy do Maratonu.

    Pogoda

    Temperatura jak dla mnie troszkę za niska, ale dobra do biegania i poprawiania wyników. Mogło być odrobinę cieplej i mniej wietrznie. Szkoda, że wiatr tak ochłodził powietrze, bo kibice troszkę się wychłodzili, a ich ilość też była niższa.

    Trasa

    Trasa Czwartej dychy do maratonu to jak w poprzednim cyklu ta sama trasa, co pierwsza dycha z cyklu. Najszybsza z dotychczasowych tras dyszek i najbardziej już znana, bo to piąty bieg tą trasą. Start z okolic Słonecznego Wrotkowa, zaraz po niej długa prosta na tamie, gdzie okazało się, że znowu źle stanąłem na starcie i sporo czasu straciłem na mijanie biegaczy. Po tamie znowu bardzo długa prosta, gdzie stawka już się ustawiła a do mnie dołączył biegacz, który przebył ze mną prawie całą trasę i wielkie dzięki mu za to. Po nawrocie na ścieżkę rowerową były już spore przerwy pomiędzy biegaczami i było luźniej. Ostatnie dwa kilometry to była już walka ze sobą, bo czułem, że słabnę, a wcale nie pomagało to, że mijali mnie biegacze, którzy rozpoczęli finisz już na 2-3 km przed metą.

    Frekwencja

    Po rekordowej pod tym względem Drugiej dysze z listopada, chyba nikt się nie spodziewała się rekordu teraz. Zwłaszcza, że dzisiaj również odbywały się duże biegi jak Łódź Maraton i Cracovia Maraton, ale tydzień przed Orlen Maratonem nasz bieg mógł być dobrym sprawdzianem. Liczba 1063 jest dla mnie totalnym zaskoczeniem!! Świetny wynik!

    Wynik

    Wynik zadowalający 43’10” Netto to wynik o równo minutę i sekundę gorszy niż życiówka z ubiegłego roku, ale z dzisiejszego biegu jestem bardzo zadowolony. Czas Brutto pokazuje, że znowu się źle ustawiłem, bo straciłem 40 sekund na rozpoczęcie biegu.

    Czas Brutto: 43’54”
    Czas Netto: 43’10”
    Miejsce w kat. Open: 185
    Miejsce w kat. M30+: 63

    Wyniki dostępne ->tu<-

    Organizacja

    Zabezpieczenia trasy z początku nie mogłem ocenić źle, ale zabezpieczenie strefy mety pozostawiło dużo do życzenia. Na samym finiszu, gdzie biegacze biegną lub starają się finiszować i biegną z maksymalną szybkością, kibice nie przypipilnowani chodzili jak po zwykłym chodniku i było spore ryzyku zderzenia z finiszującymi. Mam nadzieje, że następnym razem organizatorzy tego przypilnują.

    Wrażenia z biegu

    Ostatni bieg przed Maratonem Lubelskim miał pokazać w jakiej formie jestem i czy dam radę pokonać trasę maratonu tylko biegiem. Obawiałem się po ostatnim długim wybieganiu, że jednak forma jest zbyt daleka od optymalne lub zadowalającej, ale ten start rozwiał moje wątpliwości. Bieg był równy bez spadków tempa i bez jakichś dużych kryzysów. Mimo słabszego wyniku niż rok temu jestem zadowolony z jakości i szybkości tego biegu.

    Przed startem 3. PZU Maratonu Lubelskiego optymizm wrócił i znowu chce mi się walczyć z tą trasą.

  • 60 dni do 3 PZU Maratonu Lubelskiego

    Maraton coraz bliżej, a forma jest zagadką. Mam nadzieje, że również w tym roku zrobimy super bieg i świetną atmosferę.

    60 dni!! Tyle nam zostało do przygotowania wielkiej formy. 60 dni. To mniej niż rzut beretem. Pozostało tak mało czasu, że już nie ma go na panikowanie i szukanie jakiś cudownych sposobów na przygotowania do tego biegu. 60 dni to tyle czasu, żeby tylko doszlifować formę, a nie ją budować. Niestety na dzisiaj nie wiem czy jestem w dobrej formie i będę gotowy na Maraton. Dlatego bardzo cieszę się, że będę mógł sprawdzić poziom przygotowania podczas 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego. Ten start odpowie mi, czy będę miał szanse na pobicie mojego rekordu trasy i skupić się na tym, żeby przebiec całą tą morderczą trasę.

    Właśnie taki to maraton z bardzo wymagającą trasą. Nie powinno się podchodzić do niego tak, że biegniemy po życiówkę czy ściganie się z innymi. Maraton Lubelski to miejsce gdzie możecie walczyć tylko ze sobą i trasą. Przynajmniej ja mam taki pogląd na lubelski bieg maratoński. Nawet przez głowę mi nie przechodzi, żeby biec na życiówkę, choć szansa na nią jest, ale nie będzie to główny cel na 10 maja. Celem będzie przebiegnięcie trasy bez nawet chwili marszu, co pewnie będzie miało skutek w pobiciu rekordu trasy z ubiegłego roku, czyli 4h13’14”.

    Czekam na ten maraton jak na żaden inny bieg w mojej krótkiej karierze biegacza. Bardziej niż na pierwszy maraton, bardziej niż na pierwszy start w ogóle. Będzie to mój piąty maratoński bieg i dlatego chciałbym przebiec ten maraton tak, żeby nie pozostała nawet nutka niedosytu. Muszę dać z siebie wszystko, żeby nie żałować, że odpuściłem nawet metr biegu. Chcę przebiec ten maraton tak, żebym mógł powiedzieć, że stać mnie na to, żeby pobiec dalej niż maraton.

    Trasa 3 PZU Maratonu Lubelskiego jest niezwykle wymagająca. Całe mnóstwo podbiegów i zbiegów. Pierwsza próba to podbieg na 8 km, druga między 15 a 20 kilometrem, później 2,5 kilometrowy podbieg na Drodze Męczenników Majdanka. Na koniec największa próba i największa trudność podczas biegu. Podbieg od 31 kilometra na Jana Pawła, gigantyczna góra po przebiegnięciu już 2/3 maratonu. To tutaj w zeszłym roku poległa największa liczba biegaczy w tym i ja. W tym roku to jest moje zadanie. Nie dać się tej górze, jeśli się uda to moje marzenie o Biegu Rzeźnika będzie coraz bliżej.

    3. PZU Maraton Lubelski

    Teraz pora na apel do biegaczy. Patrzę na listę startową i oczom nie wierzę! Na dzisiaj jest zapisanych ledwie 164 biegaczy. Zapisujcie się do biegu, bo na prawdę warto się sprawdzić, a rekordy możecie sobie bić na jesieni! PZU Maraton Lubelski to więcej niż maraton to test charakteru.

  • Trzecia Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Trzecia Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Tegoroczna Trzecia Dycha do Maratonu to już 11 bieg w historii tego cyklu i 2 Nocna Dycha. Trasa, która była do pokonania podczas zimowej Dychy do Maratonu to też już znana propozycja z poprzednich edycji cyklu.

    Bardzo ciekawym pomysłem jest zorganizowanie tego biegu właśnie późną porą, bo start zaplanowany na 22.00.  W ubiegłym roku, biegło mi się na tej trasie dość dobrze, choć bez oszałamiającego wyniku. W tym roku mogłem po raz pierwszy zaprezentować oficjalnie w biegu koszulkę biegową Marcelina TEAM. Teraz będę mógł się lansować z blogiem na każdym biegu 🙂

    Pogoda

    Czego można było się spodziewać po aurze pod koniec stycznia i to wieczorem? Dużego mrozu, śniegu i skrzypienia pod butami. Tymczasem już drugi rok z rzędu pogoda nam dopisała i było względnie ciepło około 1-2° na plusie, początkowo towarzyszyła nam mgła, która potęgowała uczucie wilgoci. Całe szczęście było bezwietrznie. Lepszej pogody do biegania w zimie nie można sobie wymarzyć, moim zdaniem.

    Trasa

    Start usytuaowany pod halą Globus na którym stanęła rekordowa ilość 1101 biegaczy!  Po nim około półtora kilometrowa prosta praktycznie bez wzniesienia, ale w bardzo dużym tłumie. Następnie wbiegliśmy na Aleję Kraśnicką, a tu kilometr pod lekkie wzniesienie. Jeszcze bieg w dużej grupie, ale już jest luźniej niż na starcie. Teraz najbardziej widowiskowa część trasy to około 2,5 kilometra po al. Racławickich i Krakowskim Przedmieściu, czyli wizytówce Lublina, to właśnie tutaj było jak zwykle najwięcej kibiców i biegło się najciekawiej i najszybciej. Następnie odcinek ul. Kapucyńską i ul. Narutowicza delikatnie w dół, a później w ul. Okopową, gdzie znajdował się wodopój. Teraz około 800 m pod niewielkie wzniesienie ul. Marii Skłodowskiej-Curie, na jej końcu skręciliśmy w ulicę Akademicką i solidny zbieg do ulicy Głębokiej. Pora na lekki odpoczynek, bieg po płaskim i długim odcinku to już odpoczynek, przed najbardziej wymagającym etapem tej dychy. Jeszcze około kilometra ul. Nadbystrzycką i zaczął się kilometrowy podbieg na końcu trasy, po którym wbiegliśmy na metę znajdującą się w hali Globus. W zeszłym roku wydawało mi się, że ta góra jest dłuższa i bardziej stroma.

    Wynik

    Po okresie dość długiego jak na mnie roztrenowania nie miałem żadnych oczekiwań i celów związanych z tym startem. Biegłem na zaliczenie, bez napinki i szaleńczego tempa. Mimo to wynik 44’58″na mecie troszkę mnie rozczarował, bo wydawało mi się, że biegnę szybciej. 44’13” Netto to czas dość dobry, zważywszy, że w ubiegłym roku na tej samej trasie było o prawie 4 minuty wolniej.

    Czas jaki udało się osiągnąć dał mi 189 miejsce w kategorii Open, 70 miejsce w kategorii wiekowej M30+ oraz 182 wśród mężczyzn. Jak na taką ilość biegaczy sumie całkiem nieźle. Choć niedosyt pozostaje.

    Oficjalne wynik możecie sprawdzić tu.

    Organizacja

    Jak zwykle wolontariusze związani z biegami w Lublinie spisali się lepiej niż bardzo dobrze. Wspierają biegaczy zawsze na trasie dopingiem i dbają o nasze bezpieczeństwo i chwała im za to. Jesteście świetni!

    Kolejny świetny wynik frekwencyjny podczas Trzeciej Dychy do Maratonu. Rekordu z Drugiej Dychy, co prawda nie pobiliśmy, ale i tak było bardzo dobrze. Na mecie zostało sklasyfikowanych 1096 osób, co jest znacznym przyrostem wobec 744 biegaczy, którzy ukończyli ubiegłoroczną Nocną Dychę

    Na mecie każdy z uczestników mógł odebrać egzemplarz chusty BUFF, która jest genialnym wynalazkiem o którym już kiedyś wspominałem na blogu. Było to zapowiedziane przez organizatorów już przed biegiem, ale i tak jest to miłe bo BUFFy uwielbiam i będę miał kolejną w kolekcji. Tu niestety pojawia się rysa na świetnej organizacji. Kolejka była chaotyczna, a dość długie oczekiwanie na gadżet spowodowało wyciszenie, całej oprawy. Wierzę, że następnym razem będzie lepiej.

    Wzór BUFFa jaki otrzymałem, chyba sygnalizuje, że już trzeba na poważnie myśleć o Rzeźniku 😉

  • Druga Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Druga Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Druga Dycha do Maratonu trzeciego cyklu była jubileuszową dziesiątą Dychą do Maratonu. Jestem dumny i wzruszony, że mogłem uczestniczyć we wszystkich dziesięciu biegach z tego cyklu. Ze wszystkich biegów najlepiej wspominam pierwszą dychę, bo to ona rozpoczęła moją przygodę z bieganiem w zawodach. Jeśli chodzi o wyniki to najlepsza była ósma dycha. Ta dziesiąta jednak pozostanie w sercu, chyba najdłużej.

    Duma z tego, że pomogłem budować ten cykl od samego początku. Pomagałem, bo we wszystkich biegach brałem udział i zachęcałem wszystkich znajomych biegających do brania udziału w najbardziej lubelskich biegach. Dwa lata temu nawet do głowy mi nie przyszło, że pierwsza Dycha do Maratonu może być pierwszą z wielu jakie się odbędą. Stając na starcie tej 10 dychy nie miałem oczekiwań, jeśli chodzi o wynik chciałem tylko ukończyć ten bieg i móc być dumnym.

    Pogoda

    W zasadzie dopisała, choć mogłoby być cieplej o 3-4 stopnie. Najważniejsze, że nie padało i nie było jakiś podmuchów wiatru. Dobra pogoda do bicia życiówek.

    Trasa

    Start spod stadionu Arena Lublin, fajnie było stać przed nim, bo bieganie po drugiej stronie rzeki i obserwowanie jak powstaje zawsze przywoływało myśl, że fajnie by było brać udział w biegu z i na stadion. No i się spełniło. Pierwsze 4 kilometry to dość płaski etap trasy i bieg w tłumie, bo na starcie stanęła rekordowa ilość biegaczy. potem przyszła kolej na podbieg na 5 km, który już raz dał mi w kość, podczas I Maratonu Lubelskiego. Dzisiaj pokonałem drania bez większego problemu, ale wysiłek był spory. Następnie z bieg z góry i powrót na pierwsze kilometry trasy. Finisz na stadionie, mniejszym niż Narodowy, ale wrażenie i tak robi.

    Wynik

    Zaskakująco dobry wynik. Zabrakło niewiele do uzyskania życiówki, bo gdybym pobiegł 23 sekundy szybciej mógłbym pochwalić się nowym rekoredm życiowym w biegu na 10km. Dzisiaj uzyskałem wynik netto 42’33” i brutto 43’23”. Dało mi to 230 miejsce w kategorii Open i 78 w M30+.  Czuję się usatysfakcjonowany tym biegiem. A oficjalne wyniki możecie zobaczyć tutaj.

    Jeden rekord w tym biegu jednak padł. To rekord frekwencji! 1031 osób na mecie Dychy do Maratonu! To naprawdę świetny wynik! Gratulacje dla organizatorów, bo sukces jest duży. Mam nadzieję, że w następnych biegach będzie jeszcze więcej biegających i liczę na kolejny rekord frekwencji w III Maratonie Lubelskim już 10 maja.

    Dziękuję też za dyplom za udział we wszystkich 10 biegach. Jestem jednym z piętnastu! Widzimy się na następnej dysze i na 15 też będę.

  • Pierwsza Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Tegoroczna Pierwsza dycha to już 9 bieg z cyklu Dychy do Maratonu, tym samym rozpoczął się 3 cykl tej imprezy. Głównym organizatorem tej edycji cyklu będzie Fundacja Rozwoju Sportu w Lublinie, a nie jak do tej pory Stowarzyszenie „Maraton Lubelski”.

    Z nowości jako pierwszy rzucił się w oczy nowy numerek i nowe medale. Graficznie bardziej mi się podoba niż poprzednia wersja, a medal bardziej przypomina medale z maratonów.

    Tak jak w zeszłym roku Pierwsza Dycha do Maratonu odbyła się na tydzień przed Maratonem Warszawskim. Dlatego też nie nastawiałem się na jakiś rewelacyjny wynik, ten bieg miał być tylko testem przed głównym startem tej jesieni. Organizatorzy spisali się całkiem dobrze. Choć strefa mety mogłaby być lepiej zorganizowana. Przy takiej ilości startujących było troszkę ciasno. Myślę, że frekwencja to duży sukces nowych i starych organizatorów tej imprezy. W pierwszym biegu trzeciego cyklu Dycha do Maratonu zostało sklasyfikowanych 901 osób. Zdecydowany rekord biegów w Lublinie. Jeszcze raz gratulacje dla Fundacji Rozwoju Sportu w Lublinie i Lubelskiego Stowarzyszenia Biegowego.

    Pogoda

    Warunki atmosferyczne w tym biegu sprzyjały osiągnięciu dobrych wyników. Niebo zachmurzone, ale nie padało, było bezwietrznie , a temperatura w okolicach 16-17º C to dla mnie warunki idealne do biegania.

    Trasa

    Tradycyjnie Pierwsza i Czwarta Dycha odbywa się na tej samej trasie nad Zalewem Zemborzyckim. Ruch ten jest celowy, bo biegacze mogą sobie porównać wyniki na początku przygotowań do Maratonu Lubelskiego i na ich końcu. Trasa lubiana przeze mnie i myślę, że przez większość startujących, ma dwa lekkie podbiegi, więc można się sprawdzić, ale większość trasy jest płaska, co sprzyja rozpędzeniu się.

    Wynik

    Ponownie nie mogłem znaleźć odpowiedniego miejsca do ustawienia się na starcie. Od wystrzału startera minęło aż 22 sekundy jak przekroczyłem pierwszą matę. Jak na bieg bez ciśnienia to uzyskany rezultat jest nie najgorszy. Czas Brutto: 44’14”, Czas Netto: 43’52”. Dzięki takiemu rezultatowi zająłem 139 miejsce w kategorii Open i 49 w kategorii M30+. Jestem bardzo zadowolony z wyniku i przebiegu zawodów. Pomimo niezłego średniego tempa, na poziomie 4’25″/km nie odczułem żadnego kryzysu czy spadku wydolności. Dobrze to rokuje przed przyszłotygodniowym biegiem w Warszawie.

    Oficjalne wyniki dostępne pod tym linkiem.

  • Dzień po maratonie

    Dzień po maratonie

    Wiem, że dla większości ludzi to doznania, które nie są znane i pewnie nigdy ich nie doświadczą. Ból nóg od małych palców do ud, ogólne zmęczenie, zakwasy, pewnie też mikro urazy wszystkich znanych mięśni.

    A tak się wygląda na mecie z myślą, że 4,5 miesiąca znowu maraton

    Najbardziej komfortową pozycją jaką mogę dzisiaj przyjąć to siedzenie z wyciągniętymi nogami. Nie mam siły się ruszać (a wiem, że powinienem). Każda aktywność fizyczna jest równoznaczna z sadomasochizmem. Życie dzień po maratonie wygląda jak poniższym filmiku.

    Teraz mocne postanowienie, bez żadnych wygłupów z bieganiem przez miesiąc. Zregeneruje się i wracam do przygotowań do następnego maratonu. Odpuszczam Półmaraton Solidarności 8 czerwca. Na 36 PZU Maratonie Warszawskim łamię 4h. Bez dwóch zdań. Tam się uda! Musi.

    Pomimo słabszego wyniku niż planowałem, bólu i zmęczenia jest zadowolony z 2 Maratonu Lubelskiego. Był chyba jeszcze trudniejszy niż ten pierwszy, a przynajmniej trasa. Warunki atmosferyczne były lepsze, ale nie na tyle, żeby mnie nie wymęczyły.

  • 2 Maraton Lubelski

    2 Maraton Lubelski

    W zeszłym roku to był mój maratoński debiut. Mordercze warunki atmosferyczne w połączeniu z brakiem doświadczenia nie ułatwiały pokonania trasy. Po dobiegnięciu do mety ze łzami w oczach powiedziałem, że nigdy więcej i w ogóle za jakie grzechy!

    Wynik 4h34′ napawał dumą. Odpocząłem 5 minut zjadłem banana, dopiłem izotonika i powiedziałem do żony, że za rok nie będę biegł z wózkiem, a tydzień później byłem zapisany na 35. Maraton Warszawski 🙂 Prawie rok po debiucie w Maratonie był to 3 mój bieg w maratonie. Cel wyznaczony: przebiec i przeżyć bieg (prawie) górski maraton, zakładany czas 3h55′.

    Trasa

    Informacja ze strony organizatora maratonu http:/maraton.lublin.eu

    Trasa dość ciężka, dużo podbiegów. Osobiście przed biegiem nawet mi się podobała. W trakcie przygotowań do startu przebiegłem niemal każdy fragment trasy.

    Opis biegu

    1-4 km

    Trasa wąskimi uliczkami, ale daliśmy radę. Fajny pomysł, żeby maraton zawitał w te rejony miasta.

    5-8 km

    Al. Racławickie długi prosty odcinek wzdłuż Parku Saskiego, kawałek mojej codziennej ścieżki biegowej. Teraz w dół Lesława Pagi do Głębokiej. W drodze na Czechów w duży zbieg z Sikorskiego, a potem piękny podbieg ul. Ireny Kosmowskiej. Nadałem tej górce nawet imię-określenie, Bitch. Zabiłem ją już kilka razy, ale maraton to co innego.

    9-15km

    Rodzinne strony. Czechów. To tutaj rozpoczęła się przygoda z bieganiem, trasa maratonu przez najbliższe 6-7 km to moje ścieżki, znam na pamięć.

    16-21km

    Bardzo „urokliwe” miejsca, wizytówka miasta raczej średnia, ale dobre miejsca do biegania. Przemysłowa część miasta. Pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia.

    22-25km

    Droga Męczenników Majdanka pod górę, ale nie ekstremalnie ten etap kilka razy pokonałem w okresie przygotowań. Skręt w lewo w Krańcową w dół do Browarów Perły… tu powinien być wodopój 🙂 Niestety na tym etapie uciekła mi grupa z pacemakerem.

    26-31km

    Znowu mało urodziwe miejsce w mieście, ale perspektywa mety była coraz bliższa. Diamentową w dół, żeby zaraz zaliczyć podbieg lekki, ale zawsze i znowu w dół. No i ściana… kolano trochę zaczęło boleć, ale udało mi się rozruszać.

    32-35km

    Najgorszy odcinek maratonu. Al. Jana Pawła II ciągnęła się w nieskończoność i ta góra na wysokości Gęsiej… wrrr!! Ten etap niestety bardziej przeszedłem niż przebiegłem. Brak siły. Nie pomagał ani cukier, ani banany, ani izotoniki. No i minął mnie pacemaker biegnący na 4h00′. Już wiedziałem, że się nie uda zrealizować celu.

    36-40km

    Kolejna długa prosta al. Kraśnickimi. To już blisko. Przypomniało mi się hasło motywacyjne z PZU Maratonu Warszawskiego – Ból to twój najlepszy przyjaciel.

    41-42km 195m

    Prosta na Racławickich i meta… Bolało. Ostatnie 6-7 kilometrów pół na pół biegi  marsz, ale 41 kilometr przez centrum miasta już trzeba było przebiec. Ostatecznie czas 4h13’14” i 307 miejsce w kategorii OPEN. W kategorii wiekowej M30+ miejsce 103. W sumie mogę być zadowolony. Trasa była naprawdę bardzo wymagająca. Zawody ukończyło 609 osób wszystkim gratuluję.

    Organizacja biegu

    Porównując I Maraton Lubelski i 35. Maraton Warszawski, było dużo nauki, choć i tak było świetnie zorganizowane. Po przebiegnięciu II Maratonu Lubelskiego stwierdzam, że praca domowa odrobiona nawet lepiej niż dobrze. Wolontariusze pracowali naprawdę świetnie. Trochę słabo, że trzeba biegać z samochodami, ale nasze miasto inaczej by nie funkcjonowało. Wielkie dzięki wszystkim, którzy nas wspierali na trasie.

    Wyniki do sprawdzenie pod tym linkiem.

    Będzie bolało dopiero jutro!

  • Czwarta dycha do maratonu – Sezon 2.

    Czwarta dycha do maratonu – Sezon 2.

    Ostatni bieg drugiego cyklu Cztery Dychy do Maratonu. Trasa  wytyczona nad zalewem była ostatnim testem przed II Maratonem Lubelskim.

    W dniu w którym w Polsce odbywają się dwa duże maratony (Orlen Warsaw Marathon i Łódzki Maraton Dbam o Zdrowie) na starcie  w Lublinie stanęło około 700 osób. Większość „rywali” kojarzę już z poprzednich biegów cyklu. Pokazuje to, że cykl biegów ma już swoich stałych uczestników i cieszy się renomą wśród biegaczy. Myślę, że to dobry wynik dla organizatorów, którzy ponownie spisali.się na medal.

    Pogoda

    Z jednej strony upał nam nie doskwierał, ale mogłoby być o 3-4 stopnie cieplej, ale najważniejsze, że nie padało.

    Informacja ze strony organizatora maratonu http:/maraton.lublin.eu

    Trasa

    Moja ulubiona trasa z cyklu dych, jest w moim przypadku najszybsza to na niej ustanowiłem swoją życiówkę.

    Po starcie w dużej grupie po szerokiej tamie na Bystrzycy można było poczuć, że startuje aż tyle osób. Po wbiegnięciu na ul. Krężnicką tradycyjnie stawka się rozciągnęła, a ja miałem towarzysza, który utrzymywał świetne tempo. Długi 4km odcinek asfaltowej nawierzchni odcinka biegu, nawrót po 4 km w stronę tamy i rozpoczyna się znienawidzona przez większość biegaczy kostka brukowa. Ciągle przybliżający się punkt mety jednak motywuje do dalszej walki. Na 6 km wodopój, chwila wytchnienia i dalej lecimy. Tuż przed podbiegiem na 8 km dopadł mnie mały kryzys, mój towarzysz poleciał dalej, ale nie straciłem go z pola widzenia. Znowu tama, dogoniłem grupkę biegnących przede mną prawie cały bieg. Ostatni podbieg i rozpoczyna się finisz. Nie miałem już siły przyspieszyć, ale jak zobaczyłem tablice z czasem nabrałem nowych sił. Utrzymanie średniego tempa na poziomie 4’17″/km wymagało dużego nakładu sił, ale uczucie na mecie – bezcenne.

    Wynik

    Obiecałem sobie jakiś czas temu, że bez sensu się nastawiać na coraz szybsze bieganie, treningi, które odbierają radość z biegania dla biegania. Jednak starty w imprezach rządzą się swoimi prawami. Biegacz, który biegnie przed tobą to najlepsza motywacja do łamania wyników. 4 dycha z poprzedniego cyklu była najszybszą w mojej przygodzie z bieganiem. Przed tegoroczną edycją miałem nadzieje na poprawienie wyniku 44’48”. No i stało się! 

    Dzisiejszy bieg ukończyłem z czasem 42’38”, a czas netto 42’11”! Szok 2 minuty szybciej niż PB. Nawet 2,5 minut jeśli mierzyć czas netto. 110 miejsce w klasyfikacji Open i 29 w kategorii M30+.

    Oficjalne wyniki biegu można znaleźć pod linkiem

    Cztery tygodnie do II Maratonu Lubelskiego, teraz wystarczy potrenować, ale bez przesady, utrzymać dietę i szykuję się do najtrudniejszego biegu w jakim jak dotąd startowałem.