Tag: Maraton Lubelski

  • Krajobraz po 3 PZU Maratonie Lubelskim

    Krajobraz po 3 PZU Maratonie Lubelskim

    Od biegu minęło już trochę czasu, kurz opadł, tak jak emocje, asfalt wysechł czas na podsumowanie 3 PZU Maratonu Lubelskiego. A wydarzyło się sporo.

    Samopoczucie

    Podczas biegu maratońskiego nie wystarczy być dobrze przygotowanym fizycznie, ale równie ważne, jak nie ważniejsze jest przygotowanie psychiczne. Bo maraton biegnie się głową. Pozytywne nastawienie i wiara w osiągnięcie celu wraz z przygotowaniem fizycznym to mieszanka idealna. Do startu w  moich pierwszych dwóch, a nawet trzech maratonach skupiałem się głównie na przygotowaniu fizycznym, na wybieganiu, ale nie bardzo byłem przygotowany psychicznie na taki wysiłek. Zbyt szybko się poddawałem i przy pierwszym kryzysie przechodziłem w marsz, a to dla rytmu biegu jest zabójcze i każdy następny kilometr ciężko było pokonać biegiem.

    Przełom nastąpił w 36. PZU Maratonie Warszawskim, który pokonałem cały biegiem dzięki pozytywnemu nastawieniu i dobrym okresie przygotowawczym. Teraz, kilka dni po 3. PZU Maratonie Lubelskim mogę śmiało powiedzieć, że wiara w osiągnięcie celu to główny czynnik biegania maratonów. Nie byłem zadowolony z mojego okresu przygotowawczego do tego biegu, ale wiedziałem, że mogę go przebiec w 100% dzięki wizualizacji nagrody jaką sobie wyznaczyłem. No i się udało!

    Nie mówię, że nie obyło się bez kryzysu, bez utraty wiary, ale dzięki dobremu towarzystwu, które mnie zmotywowało do przełamania słabości dobiegliśmy do mety. Mam nadzieję, że ja też byłem odrobinę pomocny, bo oprócz wiary w wynik i przygotowaniu fizycznemu zawsze trzeba znaleźć osobę, która doholuje Was do mety (o czym przeczytacie u Oskara). Właśnie w tych moich najlepszych biegach z Warszawy i Lublina miałem takie osoby i też dzięki nim wyniki są bardzo dobre.

    Po poprzednim maratonie, muszę się Wam przyznać, że spadłą mi trochę motywacja do biegania. Po prostu nie wierzyłem, że jestem w stanie pobiec szybciej niż złamanie 4h. Myślałem, że to szczyt moich możliwości i osiągnięcie tego wymarzonego rezultatu zmusi mnie do znalezienia jakiejś innej motywacji niż wynik na mecie. Przez to straciłem trochę radość z biegania, a szukanie jej na siłę skończyło się tym, że idealnym wytłumaczeniem dla rzadszych treningów było mniej czasu (bo remont i My Little Ant wymagają więcej czasu). Ten maraton przywrócił mi radość z biegania i już w poniedziałek miałem w głowie myśl o bieganiu, a gdyby nie ból mięśni to pewnie bym wyszedł potruchtać. Wrócił głód biegania, więc przygotowania do sezonu jesiennego rozpoczną się dużo szybciej niż się spodziewałem. Micha znowu mi się cieszy.

    Teraz pozostaje tylko dobrze przepracować lato i we wrześniu mierzyć się z kolejnymi celami na maraton. Jeszcze nie wiem jakie będą. Na razie cieszę się z nowej życiówki i ze skopania tyłka tej morderczej lubelskiej trasie.

    Organizacja biegu

    Mogę to powiedzieć głośno a nawet wykrzyczeć. To był najlepiej zorganizowany lubelski bieg w jakim brałem udział, a biegłem we wszystkich trzech maratonach i wszystkich 12 dychach. Wolontariusze na punktach odżywczych uwijali się znakomicie nawet przy zbliżaniu się dużej grupy. Pomagali biegaczom, których dopadały skurcze i inne przypadłości, robili wrażenie, bo reagowali  szybko. Byli naprawdę wielcy! Strefy kibicowania również działały bardzo dobrze, kibice w nich byli głośni, byli radośni i bardzo pomagali. Pomimo deszczowej aury kibiców wzdłuż trasy również było sporo, a im dłużej trwał bieg tym głośniej nas wspierali. Wielki dzięki i Wam.

    Jedynym zgrzytem organizacyjnym jaki odnotowałem osobiście już po raz trzeci to zabezpieczenie ruchu drogowego. Na pierwszym Maratonie Lubelskim o mały włos nie potrącił mnie autobus, bo jechał na pasie biegu tuż za moimi plecami. Na drugim Maratonie Lubelskim na ulicy Kunickiego też musieliśmy biec pomiędzy samochodami. Niestety i tym razem było podobnie. Wiem, że bieg maratoński paraliżuje życie miasta, ale można było wyłączyć jeden pas ruchu całkowicie i zorganizować ruch tak, żeby biegacze nie mieli nawet okazji zostać potrąconymi przez samochód. Ruch na pasie biegu na ul. Droga Męczenników Majdanka czy Kunickiego i ul. Roztocze to była największa i chyba jedyna porażka organizatorów. Za rok może się uda wyeliminować ten zgrzyt. Trzymam kciuki.

    Kolejna uwaga to sytuacja jaka miała pod koniec stawki. Mocno kontrowersyjna decyzja o ściągnięciu z trasy Biegającej z psami petsitter. Nie znam dokładnie sytuacji, bo jej osobiście nie doświadczyłem, ale mieszcząca się w limicie czasowym zawodniczka ściągana z trasy podczas biegu to duża organizacyjna wpadka. Zwłaszcza, że jest osobą dość charakterystyczną, bo jako jedyna biega w lubelskich biegach z psem. Moim zdaniem taka decyzja będzie miała oddźwięk raczej wizerunkowy. Po co zrażać jedną słabą decyzją do startu w biegu charakterystyczne osoby?

    Mimo tego organizację mogę ocenić bardzo wysoko szkoda tylko, że te dwie rysy mogą mieć spore konsekwencje w przyszłości. Obym się pomylił.

    Plany

    Czas zaplanować następne starty. Najbliższy start jaki znajduje się w moim kalendarzu to II Półmaraton Chełmski. Okazuje się, że na półmaratony zapisuję się spontanicznie. Na jesieni pewnikiem jest 37. PZU Maraton Warszawski, który odbędzie się we wrześeniu oraz kolejne biegi z cyklu Cztery Dychy do Maratonu.

    Po tak rozpoczętym roku maratońskim ambicje mam naprawdę spore. Na pewno będę chciał poprawić swój najlepszy wynik w maratonie, co nie powinno być nierealne. Przecież trasa Maratonu Warszawskiego nie będzie trudniejsza, a nawet nie zbliży się trudności tej lubelskiej. Jeśli dobrze przepracuję lato to postaram się poprawić wynik drastycznie, ale na razie nic nie deklaruję. Muszę odpocząć i wrócić powoli do treningów wtedy wiele się wyjaśni. A plany na dalszą przyszłość to bieg w wymarzonym Biegu Rzeźnika.

    Pozostaje napisać jedno zdanie, które przypomniał mi Oskar w swoim wpisie. Ból jest chwilowy, duma jest wieczna. Hasło duńskich olimpijczyków z Londynu doskonale pasuje do maratończyków. Ja jestem dumny z tego, co już osiągnąłem na polu biegów długodystansowych. Teraz pora na nowe wyzwania i jeszcze większą dumę.

  • 3 PZU Maraton Lubelski

    3 PZU Maraton Lubelski

    Dzisiejszy bieg to był mój piąty start w biegu maratońskim. Miałem nadzieję, że dobiegnę w przyzwoitym czasie, ale bez marszu. Zadanie było bardzo ambitne i niesamowicie trudne. Nagroda za wysiłek też była wielka. Zadeklarowałem, że jak przebiegnę całą trasę 3. PZU Maratonu Lubelskiego to za dwa lata pobiegnę w Biegu Rzeźnika.

    Pogoda

    Początkowo wszystko było optymalnie. Około 15-16ºC, pełne zachmurzenie lekkie podmuch wiatru. Pogoda wymyślona do biegania. Niestety na 29 km zastało nas ochłodzenie i zaczęło padać. Może to nie była ulewa, ale komfort biegu znacznie mniejszy.

    Trasa

    Trasa 3 PZU Maratonu Lubelskiego to prawie sama trasa, co 2 Maratonu Lubelskiego, dlatego już dobrze znana stanowiła wyzwanie troszkę mniejsze niż w poprzedniej edycji. Trasa ciężka, ale do pokonania, zwłaszcza, że spora część trasy to trasa codziennych treningów.

    0-5 km

    Postanowiliśmy wspólnie z Bartkiem startować razem z grupą na 3h45′. Start biegu nie tak ciasny jak start w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim, co pozwoliło od razu osiągnąć zakładane tempo, choć trasa biegła wąskimi uliczkami Śródmieścia, ale po 3 kilometrowej pętli wbiegliśmy na szerokie Krakowskie Przedmieście i al. Racławickie, potem skręt w dół ul. Spadochroniarzy.

    6-10 km

    Na ulicy Wileńskiej zaliczyliśmy pierwszy podbieg jeszcze nie trudny, ale wymagający. Następnie kolejny lekki podbieg na al. Kraśnickiej i zbieg w dół ul. Sikorskiego, chwila oddechu od podbiegów przed pierwszym poważnym sprawdzianem na trasie. Zaraz po 9 kilometrze zaczął się podbieg na ul. Kosmoswskiej, który jest miejscem treningów wielu biegaczy. Zaraz po nim rozpoczyna się odciek 11 kilometrów, który znam z codziennych treningów.

    11-15 km

    Następne 2-3 kilometry to względnie płaska trasa, która pozwoli wyrównać tempo przed kolejnymi podbiegami na al. Spółdzielczości Pracy, gdzie zaliczyliśmy dwa duże zbiegi i jedne solidny podbieg. Pacemaker naszej grupy fantastycznie ustalał tempo biegu w granicach 5’20″/km.

    16-20 km

    Wbiegliśmy już na Kalinę, gdzie przywitał nas kolejny podbieg na al. Andersa, potem kolejny zbieg w kierunku Tatar. Chwila odpoczynku na ul. Mełgiewskiej z delikatnym wzniesieniem, żeby zaliczyć kolejny podbieg do ulicy Grygowej. Humor dopisywał nam cały czas, co sprawiało, że biegło się lżej.

    21-25 km

    Rozpoczyna się ta część trasy na której osłabłem w ubiegłym roku, gdzie straciłem kontakt z grupą i pacemakerem. Podbieg na Drodze Męczenników Majdanka to długa prosta z małym nachyleniem, ale w kość dała. Teraz znowu odrobinę straciłem dystans do grupy, ale odrobiłem stratę. Co prawda na chwilę, ale do niej dołączyłem. Następne kilometry to walka z niewielkim kryzysem.

    26-30 km

    Kolejny kilometr trasy prowadził w dół w dolinę Czerniejówki, żeby zaraz za rzeką był kolejny podbieg (to już chyba 8 duże wzniesienie) i skręciliśmy w ul. Kunickiego, a po kolejnym kilometrze w ul Zemborzycką w kierunku Zalewu, żeby skręcić w ul. Diamentową. No i tutaj niestety straciliśmy kontakt z grupą i musieliśmy sobie radzić sami utrzymać tempo. Zaczęło też padać, co troszkę obniżyło morale, ale nie prędkość.

    31-35 km

    Tu zastaliśmy kolejny zbieg, żeby znowu musieć wbiegać pod kolejną górkę, a za nią ponownie trasa wiodła w dół. Rozpoczyna się odcinek na Jana Pawła II, który dał w kość większości biegaczy, w tym i mnie, przed rokiem. Pierwsze 2 kilometry tego odcinka to bieg po długiej prostej, ale od 34 kilometra zmagań rozpoczęła się mordercza wspinaczka na długości mniej więcej kilometra. Na jej końcu względnie płaski odcinek trasy, ale organizm był już mocno zmęczony.

    36 – 42,195 km

    Ostatni odcinek trasy. Al. Kraśnicka, którą w zeszłym roku w większym stopniu przeszedłem niż przebiegłem, a w tym roku nie poddałem się. Ten odcinek to na przemian lekkie zbiegi i podbiegi, ale nie warte już odnotowania. Na końcu al. Kraśnickiej rozpoczęły się ostatnie 2km al. Racławickimi w kierunku mety.

    Trasa jak już wspomniałem bardzo wymagająca, ale pokonanie jej dało bardzo dużo satysfakcji. Pokazało, że pozytywnym nastawieniem do startu i wiarą w osiągniecie zakładanego wyniku można ją pokonać.

    Wynik

    Głównym moim założeniem na ten bieg było przebiegnięcie całej tras, a przy okazji utrzymać takie tempo, aby nie mieć wyniku gorszego niż rok temu. No i oba te założenia wykonałem w 110%! Trasa przebiegnięta od startu do mety bez marszu, a czas na mecie… to pełne zaskoczenie i lekki szok! Bardzo dobry bieg, a radość na mecie była wielka.

    Czas Brutto: 3h56’58”
    Czas Netto: 3h56’33”
    Miejsce w kat. Open: 263
    Miejsce w kat. M30+: 248

    Wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Wbrew obawom organizatorów wszystko (może z jednym wyjątkiem, ale o tym w następnym wpisie) grało i huczało! Wolontariusze dali czadu i osobiście uważam, że to najlepiej pod tym względem zorganizowany bieg w Lublinie! Było po prostu rewelacyjnie! Kibice i wolontariusze świetnie nas wspierali, a strefy kibicowania tętniły życiem i były bardzo głośne.

    O reszcie wrażeń napiszę wam za kilka dni. Mam nadzieję, że szybciej niż później. Ale jest radość.

    Dzięki Bartek za wsparcie i holowanie kiedy trzeba było.

    A Wam jak poszło? Jakieś życiówki czy super wyniki?

  • Wpis bez tytułu 1869

    3.PZU Maraton Lubelski już za ledwie 30 dni. Miesiąc do startu to już czas ostatnich szlifów formy. Bardziej to czas utrzymania formy, bo na wypracowanie jej czasu zaczyna brakować. 

    Koniec marca to był sprawdzian dyspozycji i możliwości w biegu na dystansie połowę krótszym niż maraton. Warszawski bieg pokazał, że możliwości pokonania trasy w całkiem dobrym tempie mam. Teraz tylko pozostaje liczyć, że formę utrzymam do 10 maja. Wiadomo, że bieg w półmaratonie nie bieg maratoński, ale daje obraz tego w jakim punkcie przygotowań do maratonu się jest. Bieganie po Warszawie też różni się od biegania po Lublinie. Warszawa to równina, a jak znajdziesz małą górkę to od razu gra wielki podbieg i jest niezwykle wymagający.

    W ciągu najbliższych 30 dni w planie mam jeden długi (taki bardziej długi) bieg około 25-30 km, jeden około 20 kilometrowy i jeden start, w ostatniej  w tegorocznym cyklu, 4 dysze do maratonu. Długie wybieganie oczywiście tempem zbliżonym do tempa jakie będę chciał utrzymać podczas startu, czyli w okolicach 5’34″/km. Start w Czwartej Dysze do Maratonu to będzie walka o życiówkę, czyli o czas lepszy niż 42’11”. Będzie ciężko, ale myślę, że dam radę.

    Nastrój na 30 dni przed jest całkiem optymistyczny. Po 10. PZU Półmaratonie Warszawskim mam pewność, że maraton w Lublinie to będzie fajny start z jasnym celem. Celem na ten bieg jest pokonanie trasy biegiem. Bez najmniejszych przestojów na marsz. Jeśli uda się wyeliminować marsz ze sposobu pokonania trasy biegu to uda się osiągnąć super czas. Przynajmniej zadowalający mnie czas.

    Już się nie mogę doczekać tego biegu. Emocji na starcie, wsparcia kibiców wzdłuż trasy i gorącego dopingu na kilkaset metrów przed metą. Czekam na ten start z bardzo dużą niecierpliwością, bo chciałbym, żeby 5 maraton w mojej karierze biegacza był szczególny, żebym zrealizował swoje marzenia o pokonaniu tej trasy bez chwili słabości. Chciałbym, żeby medal, który dostanę na mecie był tym, który będzie z wiązany z biegiem, który będę zawsze pamiętał.

  • 60 dni do 3 PZU Maratonu Lubelskiego

    Maraton coraz bliżej, a forma jest zagadką. Mam nadzieje, że również w tym roku zrobimy super bieg i świetną atmosferę.

    60 dni!! Tyle nam zostało do przygotowania wielkiej formy. 60 dni. To mniej niż rzut beretem. Pozostało tak mało czasu, że już nie ma go na panikowanie i szukanie jakiś cudownych sposobów na przygotowania do tego biegu. 60 dni to tyle czasu, żeby tylko doszlifować formę, a nie ją budować. Niestety na dzisiaj nie wiem czy jestem w dobrej formie i będę gotowy na Maraton. Dlatego bardzo cieszę się, że będę mógł sprawdzić poziom przygotowania podczas 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego. Ten start odpowie mi, czy będę miał szanse na pobicie mojego rekordu trasy i skupić się na tym, żeby przebiec całą tą morderczą trasę.

    Właśnie taki to maraton z bardzo wymagającą trasą. Nie powinno się podchodzić do niego tak, że biegniemy po życiówkę czy ściganie się z innymi. Maraton Lubelski to miejsce gdzie możecie walczyć tylko ze sobą i trasą. Przynajmniej ja mam taki pogląd na lubelski bieg maratoński. Nawet przez głowę mi nie przechodzi, żeby biec na życiówkę, choć szansa na nią jest, ale nie będzie to główny cel na 10 maja. Celem będzie przebiegnięcie trasy bez nawet chwili marszu, co pewnie będzie miało skutek w pobiciu rekordu trasy z ubiegłego roku, czyli 4h13’14”.

    Czekam na ten maraton jak na żaden inny bieg w mojej krótkiej karierze biegacza. Bardziej niż na pierwszy maraton, bardziej niż na pierwszy start w ogóle. Będzie to mój piąty maratoński bieg i dlatego chciałbym przebiec ten maraton tak, żeby nie pozostała nawet nutka niedosytu. Muszę dać z siebie wszystko, żeby nie żałować, że odpuściłem nawet metr biegu. Chcę przebiec ten maraton tak, żebym mógł powiedzieć, że stać mnie na to, żeby pobiec dalej niż maraton.

    Trasa 3 PZU Maratonu Lubelskiego jest niezwykle wymagająca. Całe mnóstwo podbiegów i zbiegów. Pierwsza próba to podbieg na 8 km, druga między 15 a 20 kilometrem, później 2,5 kilometrowy podbieg na Drodze Męczenników Majdanka. Na koniec największa próba i największa trudność podczas biegu. Podbieg od 31 kilometra na Jana Pawła, gigantyczna góra po przebiegnięciu już 2/3 maratonu. To tutaj w zeszłym roku poległa największa liczba biegaczy w tym i ja. W tym roku to jest moje zadanie. Nie dać się tej górze, jeśli się uda to moje marzenie o Biegu Rzeźnika będzie coraz bliżej.

    3. PZU Maraton Lubelski

    Teraz pora na apel do biegaczy. Patrzę na listę startową i oczom nie wierzę! Na dzisiaj jest zapisanych ledwie 164 biegaczy. Zapisujcie się do biegu, bo na prawdę warto się sprawdzić, a rekordy możecie sobie bić na jesieni! PZU Maraton Lubelski to więcej niż maraton to test charakteru.

  • 100 dni do 3. PZU Maratonu Lubelskiego

    waga Biegacze! Uwaga kibice! Do 3. PZU Maratonu Lubelskiego pozostało jedynie 100 dni. Zapewne przygotowania biegaczy do tego biegu idą pełną parą, kibice jeszcze nie bardzo świadomi o czym w ogóle piszę.

    3. PZU Maraton Lubelski to główny start sezonu wiosna/lato 2015 w moim kalendarzu. Mam rachunki do wyrównania z trasą biegu, dlatego przygotowania do startu okrzyknąłem Operacją Rewanż. Najcięższy bieg w mojej dotychczasowej karierze biegacza, czyli 2. Maraton Lubelski spowodował, że zmieniłem nastawienie do kolejnego biegu i okazało się, że przegrałem nastawieniem psychicznym do trasy. W tym roku nie przestraszę się ani odległości, ani różnicy wzniesień.

    Walka będzie się odbywać na tej samej trasie, co ubiegłoroczna edycja, więc będzie można się zrewanżować trasie za wymęczenie i zostawione siły. Trasa jest chyba trudna i ociera się o górskie maratony. Patrząc na frekwencję w Lubelskich Dychach numer II i III trzeciego cyklu myślę, że padnie kolejny rekord. Choć na razie lista zapisanych biegaczy nie jest imponująca (zapisać możecie się tu). Zachęcam wszystkich, którzy szukają wyzwań biegowych do startu w Maratonie Lubelskim. Może to być doskonałe przygotowanie do biegów górskich lub ultramaratonów.

    Przygotowania do tego biegu rozpocząłem dość późno, po długim okresie roztrenowania po Maratonie Warszawskim, ale liczę na to, że uda się przygotować dobrze. Całe szczęście nie mogłem sobie pozwolić na leżenie bykiem przez ten czas, ale pracowałem fizycznie więc jest nadzieja, że to zaprocentuje większą siłą na trasie 🙂

    Motywacji do godnego pokonania trasy trzeciego lubelskiego biegu maratońskiego na pewno mi nie zabraknie, bo po biegu w Warszawie wiem, że mam duży zapas wytrzymałości. Liczę na pobicie mojego rekordu życiowego na tej trasie. 4h13’14” to dobry wynik, przynajmniej tak sądzę, na tej trasie, ale ambicja jest równie duża jak we wrześniu. Chcę złamać i tutaj 4 godziny netto. Ten rezultat niby już padł, ale nie w takim biegu, nie o takiej trudności.

    Liczę, że tegoroczna edycja Maratonu Lubelskiego nie będzie mnie kosztowała aż tyle sił, co 2. Maraton Lubelski i szybciej wrócę na trasy biegowe już prawdopodobnie w wiejskich sceneriach, więc i przygotowania do kolejnych biegów będą inne.

    Za 100 dni widzimy się na trasie 3. PZU Maratonu Lubelskiego! Liczę na doping wzdłuż trasy tych, co nie biegną. A biegnącym w Maratonie życzę udanych przygotowań, bo czasu coraz mniej. Zegar tyka!

  • 2 Maraton Lubelski

    2 Maraton Lubelski

    W zeszłym roku to był mój maratoński debiut. Mordercze warunki atmosferyczne w połączeniu z brakiem doświadczenia nie ułatwiały pokonania trasy. Po dobiegnięciu do mety ze łzami w oczach powiedziałem, że nigdy więcej i w ogóle za jakie grzechy!

    Wynik 4h34′ napawał dumą. Odpocząłem 5 minut zjadłem banana, dopiłem izotonika i powiedziałem do żony, że za rok nie będę biegł z wózkiem, a tydzień później byłem zapisany na 35. Maraton Warszawski 🙂 Prawie rok po debiucie w Maratonie był to 3 mój bieg w maratonie. Cel wyznaczony: przebiec i przeżyć bieg (prawie) górski maraton, zakładany czas 3h55′.

    Trasa

    Informacja ze strony organizatora maratonu http:/maraton.lublin.eu

    Trasa dość ciężka, dużo podbiegów. Osobiście przed biegiem nawet mi się podobała. W trakcie przygotowań do startu przebiegłem niemal każdy fragment trasy.

    Opis biegu

    1-4 km

    Trasa wąskimi uliczkami, ale daliśmy radę. Fajny pomysł, żeby maraton zawitał w te rejony miasta.

    5-8 km

    Al. Racławickie długi prosty odcinek wzdłuż Parku Saskiego, kawałek mojej codziennej ścieżki biegowej. Teraz w dół Lesława Pagi do Głębokiej. W drodze na Czechów w duży zbieg z Sikorskiego, a potem piękny podbieg ul. Ireny Kosmowskiej. Nadałem tej górce nawet imię-określenie, Bitch. Zabiłem ją już kilka razy, ale maraton to co innego.

    9-15km

    Rodzinne strony. Czechów. To tutaj rozpoczęła się przygoda z bieganiem, trasa maratonu przez najbliższe 6-7 km to moje ścieżki, znam na pamięć.

    16-21km

    Bardzo „urokliwe” miejsca, wizytówka miasta raczej średnia, ale dobre miejsca do biegania. Przemysłowa część miasta. Pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia.

    22-25km

    Droga Męczenników Majdanka pod górę, ale nie ekstremalnie ten etap kilka razy pokonałem w okresie przygotowań. Skręt w lewo w Krańcową w dół do Browarów Perły… tu powinien być wodopój 🙂 Niestety na tym etapie uciekła mi grupa z pacemakerem.

    26-31km

    Znowu mało urodziwe miejsce w mieście, ale perspektywa mety była coraz bliższa. Diamentową w dół, żeby zaraz zaliczyć podbieg lekki, ale zawsze i znowu w dół. No i ściana… kolano trochę zaczęło boleć, ale udało mi się rozruszać.

    32-35km

    Najgorszy odcinek maratonu. Al. Jana Pawła II ciągnęła się w nieskończoność i ta góra na wysokości Gęsiej… wrrr!! Ten etap niestety bardziej przeszedłem niż przebiegłem. Brak siły. Nie pomagał ani cukier, ani banany, ani izotoniki. No i minął mnie pacemaker biegnący na 4h00′. Już wiedziałem, że się nie uda zrealizować celu.

    36-40km

    Kolejna długa prosta al. Kraśnickimi. To już blisko. Przypomniało mi się hasło motywacyjne z PZU Maratonu Warszawskiego – Ból to twój najlepszy przyjaciel.

    41-42km 195m

    Prosta na Racławickich i meta… Bolało. Ostatnie 6-7 kilometrów pół na pół biegi  marsz, ale 41 kilometr przez centrum miasta już trzeba było przebiec. Ostatecznie czas 4h13’14” i 307 miejsce w kategorii OPEN. W kategorii wiekowej M30+ miejsce 103. W sumie mogę być zadowolony. Trasa była naprawdę bardzo wymagająca. Zawody ukończyło 609 osób wszystkim gratuluję.

    Organizacja biegu

    Porównując I Maraton Lubelski i 35. Maraton Warszawski, było dużo nauki, choć i tak było świetnie zorganizowane. Po przebiegnięciu II Maratonu Lubelskiego stwierdzam, że praca domowa odrobiona nawet lepiej niż dobrze. Wolontariusze pracowali naprawdę świetnie. Trochę słabo, że trzeba biegać z samochodami, ale nasze miasto inaczej by nie funkcjonowało. Wielkie dzięki wszystkim, którzy nas wspierali na trasie.

    Wyniki do sprawdzenie pod tym linkiem.

    Będzie bolało dopiero jutro!