Tag: Półmaraton

  • II Chełmski Półmaraton z Duchem Bieluchem

    II Chełmski Półmaraton z Duchem Bieluchem

    Bieg w Chełmie to okazja do odwiedzin tego miasta po raz pierwszy w życiu. Był to dodatkowy bodziec do tego, żeby zapisać się na II Chełmski Półmaraton. Odpocząłem już po 3. PZU Maratonie Lubelskim i byłem gotów podjąć wyzwanie w Chełmie.

    Bieg w porównaniu mojego debiutu w półmaratonie bardzo kameralny, ale takie biegi to sama przyjemność. Nie nastawiałem się na jakiś rekordowy wynik, ale chciałem się zmieścić w przedziale 1h50′-1h55′.

    Pogoda

    No i się doigrałem. Miałem w głowie odkąd się zapisałem na bieg myśl, że pewnie będzie gorąco i słonecznie. No i było. Zbyt ciepło i zbyt dużo słońca. Wiem, że jest późna wiosna i w końcu musi być ciepło, ale do biegania to nie są wymarzone warunki. Trochę mnie to ciepło wymęczyło.

    Trasa

    Trasa II Chełmskiego Półmaratonu z Duchem Bieluchem to mieszanka trasy lubelskiej i warszawskiej. Długie proste i kilka solidnych podbiegów mogło dać w kość. Trasa wiodła ulicami Chełma i ścieżką rowerową wzdłuż rzeki Uherki. Trasa malownicza, bo zaplanowana nie tylko w miejskim krajobrazie, ale też bardziej dzikim. Start usytuowany w Parku tylko wzmogło taki spokojny nastrój przed biegiem.

    0-5 km

    Pierwsze 5 kilometrów to bieg przez centrum Chełma. Zaraz po starcie musieliśmy się zmierzyć z pierwszym podbiegiem i to po ciekawej brukowanej nawierzchni. Później chwila cienia i delikatny zbieg, żeby znowu wspinać się i znowu spory zbieg.

    5-10 km

    Kolejne kilometry wiodły przez obrzeża miasta. Raczej po płaskim, a na końcu tego odcinka podbieg na początku ulicy Jagiellońskiej. Ciężki fragment, który kosztował mnie sporo sił, ale tempo utrzymywałem. Próbowałem też podczepić się pod jakąś grupę biegaczy, żeby mnie troszkę podholowali.

    10-15 km

    Początek kolejnego odcinka to podbieg, a później 3 kilometry delikatnie w dół wzdłuż ulic z domkami. Spokojna okolica, niestety zbyt spokojna, bo nie było dopingu, a tempo miałem całkiem obiecujące. 12km to wodopój z… nie wiem jak wolontariusze to zrobili, ale lekko schłodzonymi pomarańczami! Genialne.

    15-21,097 km

    Ostatni etap trasy to dwu kilometrowy odcinek ścieżką rowerową dość wąską, na jej końcu zmieniliśmy nawierzchnię i wróciliśmy na asfalt. To właśnie na tym odcinku troszkę za bardzo mnie dogrzało i nastąpił kryzys. Pierwszy raz od II Maratonu Lubelskiego przeszedłem w marsz. Nie na długo, ale się liczy. Dzięki Renacie i Krzyśkowi jednak kryzys odszedł i dobiegłem do mety. Ostatnie półtora kilometra to powrót na ścieżkę rowerową, ale już szerszą i finisz w parku.

    Trasa ciekawa i malownicza, ale również bardzo wymagająca.

    Wynik

    Cel na ten bieg był prosty zmieścić się w 2h, a całą trasę pokonać biegiem, co po Maratonie nie było specjalnie trudne zadanie. Niestety ostatniego celu nie zrealizowałem w sumie przeszedłem jakieś 300 m, ale nogi już mi się nie kręciły.

    Czas Brutto: 1h46’48”
    Czas Netto: 1h46’34”
    Miejsce w kat. Open: 114
    Miejsce w kat. M18-35: 52

    Oficjalne wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Generalnie jestem bardzo zadowolony z tego startu. Nie spodziewałem się tak fajnej organizacji biegu. Serio. Organizatorzy dali radę i fajnie to wszystko przygotowali. Takie biegi to właśnie esencja biegania. Małe (wszystko jest względne oczywiście), ale znakomicie przygotowane.

    Pomimo kryzysu, który troszkę mnie wybił z rytmu wynik również jest zadowalający. Nie spodziewałem się wyniku lepszego niż w Warszawie, bo trasa dużo bardziej wymagająca i było dużo cieplej.

    No i muszę zaktualizować informacje o moich LunarGlide’ach. Nie nadają się do biegania w upał! Fajnie się sprawdziły w chłodniejsze dni, genialnie w deszcz, ale upał to zdecydowanie nie dla nich.

  • 10 PZU Półmaraton Warszawski

    10 PZU Półmaraton Warszawski

    Moje pierwsze podejście do startu w półmaratonie. No dobra drugie, ale do pierwszego się tylko zarejestrowałem. 10 PZU Półmaraton Warszawski dodałem do mojego kalendarza startów na wiosnę 2015 dość spontanicznie. Jak już kiedyś wspominałem start ten traktowałem bardziej jako możliwość spotkanie się z Oskarem i w końcu pogadanie face2face. Moje podejście zmieniło się już na 10 dni przed startem, poczułem ten dreszcz towarzyszący każdemu startowi, znowu rywalizacja i chęć pokonania siebie i zmierzenie się z trasą. Odpuściło dopiero jak stanąłem w strefie startowej. Cel na ten bieg był jeden, nie zobaczyć 2 z przodu.

    Na kilka dni przed startem uzgodniliśmy wspólnie z Oskarem, że biegniemy razem po wynik 1h49′. Jego trener tak ustalił, bo to będzie dobry sprawdzian przed jego startem w Orlen Maratonie. Ja bardzo chętnie się pod takie tempo podpiąłem, a bieganie w zawodach z kimś to dodatkowa motywacja do osiągnięcia zaplanowanego rezultatu. Średnie tempo jakie musieliśmy utrzymać to 5’11″/km. Po ostatnich treningach uznałem, że to bardzo realne do osiągnięcia.

    Niestety duży tłum na starcie w naszej strefie startowej spowodował, że pogubiliśmy się już na pierwszym kilometrze i przez resztę dystansu trasę przemierzałem praktycznie samotnie z wyjątkiem małej przerwy od 3-8 km, gdzie biegłem z Bartkiem.

    Pogoda

    Koniec marca to mogło być wszystko. Łącznie ze śniegiem i zamieciami śnieżnymi. Ostatnie dni przed startem to strach przed załamaniem pogody. Jedne prognozy mówiły, że będzie zimno i deszczowo inne, że będzie słonecznie, ale chłodno. W dniu startu okazało się jest słonecznie i ciepło. Co było całkiem dobrymi warunkami do biegania.

    Trasa

    Trasa pierwotnie była wytyczona trasą Maratonu Warszawskiego, ale na skutek pożaru mostu Łazienkowskiego musiała zostać ustalona nowa. Ta nowa trasa zaraz po opublikowaniu, na innych blogach i profilach facebookowych poświęconych bieganiu, została okrzyknięta bardzo szybką i wszyscy spodziewali się dużo rekordów życiowych. No cóż ja wiedziałem, że będzie rekord, bo to debiut 🙂

    0-5 km

    Pierwsze kilometry trasy pomiędzy szklanymi domami i pierwszy „podbieg” na wiadukt po 1,5 km, następnie długa prosta al. Niepodległości niemal płasko i pierwszy punkt z wodą i izotonikami, który niestety przegapiłem przez bieg w dużym tłumie.

    5-10 km

    Nawrót i kolejna długa prosta ul. Puławską w stronę placu Unii Lubelskiej do kolejnego punktu odżywczego. Nudnawy odcinek, gdzie stawka odrobinę się poszarpała i pojawiło się troszkę więcej miejsca.

    10-15 km

    Kolejny nawrót na al. Łazienkowską w stronę spalonego mostu Łazienkowskiego, a przed mostem zbieg w ul. Solec. Tu trasa pokrywała się z trasą Maratonu Warszawskiego tyle, że pod prąd. Lubię ten fragment trasy zwłaszcza bieg w tunelu.

    15-21,097 km

    Za tunelem rozpoczęły się ostatnie kilometry, zmęczenie już trochę dawało znać o sobie, ale humor dopisywał, tempo utrzymywałem równe i dość wysokie. Po 18 km rozpoczyna się ostatni i najdłuższy podbieg na trasie ul. Krajewskiego w stronę Starego Miasta i mety. Jeszcze tylko Krakowskie Przedmieście i docieramy do upragnionej mety. Tempo trzymałem do samej mety i siły na finisz jeszcze były.

    Trasa ogólnie mi się podobała była dość szybka. Po przygotowaniach, które odbywały się w Lublinie to trasa była raczej odpoczynkiem i miłą odmianą od ciągłych lubelskich podbiegów.

    Wynik

    Cel był jasny i klarowny. Pobiec w okolicach 1h45′ – 1h50′, ale nie zobaczyć 2 z przodu. Z przebiegu zmagań z trasą miałem nadziej utrzymać się w grupie 1h45′ i z nimi dobiec do mety. Okazało się, że grupę zostawiłem za sobą, a nawet nie odnotowałem kiedy. Bieg był równy dość szybki i pokazuje, że mogę go jeszcze poprawić, bo zapas był.

    Czas Brutto: 1h46’43”
    Czas Netto: 1h43’50”
    Miejsce w kat. Open: 3482
    Miejsce w kat. M30+: 1515

    Wrażenia

    Masa ludzi! Cała masa. Na mecie sklasyfikowanych 12958 biegaczy! Przez pierwsze 8-9 kilometrów biegliśmy noga za nogą i nie było możliwości nawet zmiany kierunku. Chyba było zbyt ciasno w strefach czasowych. Widać po tempie jakie na poszczególnych kilometrach osiągałem kiedy nastąpiło przerzedzenie biegaczy. Jestem bardzo zadowolony z tego biegu mimo zbyt dużego tłoku. Debiut na dystansie półmaratonu uważam za udany chociaż lekki nie dosyt pozostał (jak zwykle).

    Myślę, że ten start był dobrym prognostykiem przed majowym 3. PZU Maratonem Lubelskim. Przede mną jeszcze jedno lub dwa 30 km wybiegania i forma na kluczowy start będzie wysoka.

    A Wam jak poszło? Jakieś życiówki czy super wyniki?

  • 10. PZU Półmaraton Warszawski

    No i stało się. Pod wpływem Oskara zapisałem się na mój pierwszy półmaraton. Cieszę się z tego, że się zdecydowałem z kilku powodów.

    Po pierwsze będzie to w końcu okazja do spotkania się z człowiekiem, którego blog (a w zasadzie blogi) już wielokrotnie na swoim blogu proponowałem w cyklu Ze źródeł. Mieliśmy się spotkać już dwa razy, ale za każdym razem coś stawało na przeszkodzie. Pierwszy raz była okazja na meczu Mistrzostw Świata Polska – Iran w Łodzi, ale nasi reprezentanci zafundowali nam 5 setów i mecz skończył się dość późno, a i Oskar, bo o nim mowa, miał później mnóstwo pracy ze statystykami. Druga okazja miała się nadarzyć przy okazji Drugiej Dychy do Maratonu. Niestety tym razem w stracie Oskara przeszkodziła kontuzja i nie mógł zawitać w Lublinie. Teraz za trzecim razem mam nadzieję się uda.

    Po drugie, jak już wspomniałem będzie to mój pierwszy start w półmaratonie. Już raz się zgłosiłem na półmaraton, ale odbywał się 4 tygodnie po 2 Maratonie Lubelskim, a wtedy dopiero wracałem do treningów. Teraz sytuacja będzie zdecydowanie inna, bo będzie to start w okresie przygotowawczym do 3 PZU Maratonu Lubelskiego i forma będzie dopiero rosła.

    Po trzecie, będzie to doskonały sprawdzian przed zbliżającym się wielkimi krokami wspomnianym Maratonem Lubelskim. Do głównego startu wiosny pozostanie wtedy 42 dni. To będzie dobry prognostyk przed tym wymagającym biegiem i pozwoli, mam nadzieję, nabrać pewności i rozpędu.

    Trasa tego półmaratonu pierwotnie miała pokrywać się z trasą Maratonu Warszawskiego, ale w związku z pożarem mostu Łazienkowskiego musi ulec zmianie i na razie czekamy na ogłoszenie nowej trasy. Choć nie wiem jakby się starali trasa nie będzie bardziej wymagająca niż jakakolwiek trasa w Lublinie. Nie ma w stolicy tylu wzniesień, co w naszym mieście więc liczę na lżejszy bieg.

    Ambicje mam taką, żeby w debiucie na tym dystansie złamać 2h. Myślę, że wynik bardzo realny i jest w moim zasięgu. Zwłaszcza po takiej dawce treningu siłowego jaki ostatnio przechodzę i świeżości jeśli chodzi o bieganie, bo przerwa na prawdę była długa. No i będzie to debiut w zawodach moich nowych bucików!

    29 marca trzymajcie kciuki i wspierajcie nas na trasie. Bieganie w Warszawie dobrze mi się kojarzy, bo zawsze wracam z fajnymi doświadczeniami i dobrymi wynikami. Nie inaczej będzie tym razem!