Tag: Warszawa

  • 10 PZU Półmaraton Warszawski

    10 PZU Półmaraton Warszawski

    Moje pierwsze podejście do startu w półmaratonie. No dobra drugie, ale do pierwszego się tylko zarejestrowałem. 10 PZU Półmaraton Warszawski dodałem do mojego kalendarza startów na wiosnę 2015 dość spontanicznie. Jak już kiedyś wspominałem start ten traktowałem bardziej jako możliwość spotkanie się z Oskarem i w końcu pogadanie face2face. Moje podejście zmieniło się już na 10 dni przed startem, poczułem ten dreszcz towarzyszący każdemu startowi, znowu rywalizacja i chęć pokonania siebie i zmierzenie się z trasą. Odpuściło dopiero jak stanąłem w strefie startowej. Cel na ten bieg był jeden, nie zobaczyć 2 z przodu.

    Na kilka dni przed startem uzgodniliśmy wspólnie z Oskarem, że biegniemy razem po wynik 1h49′. Jego trener tak ustalił, bo to będzie dobry sprawdzian przed jego startem w Orlen Maratonie. Ja bardzo chętnie się pod takie tempo podpiąłem, a bieganie w zawodach z kimś to dodatkowa motywacja do osiągnięcia zaplanowanego rezultatu. Średnie tempo jakie musieliśmy utrzymać to 5’11″/km. Po ostatnich treningach uznałem, że to bardzo realne do osiągnięcia.

    Niestety duży tłum na starcie w naszej strefie startowej spowodował, że pogubiliśmy się już na pierwszym kilometrze i przez resztę dystansu trasę przemierzałem praktycznie samotnie z wyjątkiem małej przerwy od 3-8 km, gdzie biegłem z Bartkiem.

    Pogoda

    Koniec marca to mogło być wszystko. Łącznie ze śniegiem i zamieciami śnieżnymi. Ostatnie dni przed startem to strach przed załamaniem pogody. Jedne prognozy mówiły, że będzie zimno i deszczowo inne, że będzie słonecznie, ale chłodno. W dniu startu okazało się jest słonecznie i ciepło. Co było całkiem dobrymi warunkami do biegania.

    Trasa

    Trasa pierwotnie była wytyczona trasą Maratonu Warszawskiego, ale na skutek pożaru mostu Łazienkowskiego musiała zostać ustalona nowa. Ta nowa trasa zaraz po opublikowaniu, na innych blogach i profilach facebookowych poświęconych bieganiu, została okrzyknięta bardzo szybką i wszyscy spodziewali się dużo rekordów życiowych. No cóż ja wiedziałem, że będzie rekord, bo to debiut 🙂

    0-5 km

    Pierwsze kilometry trasy pomiędzy szklanymi domami i pierwszy „podbieg” na wiadukt po 1,5 km, następnie długa prosta al. Niepodległości niemal płasko i pierwszy punkt z wodą i izotonikami, który niestety przegapiłem przez bieg w dużym tłumie.

    5-10 km

    Nawrót i kolejna długa prosta ul. Puławską w stronę placu Unii Lubelskiej do kolejnego punktu odżywczego. Nudnawy odcinek, gdzie stawka odrobinę się poszarpała i pojawiło się troszkę więcej miejsca.

    10-15 km

    Kolejny nawrót na al. Łazienkowską w stronę spalonego mostu Łazienkowskiego, a przed mostem zbieg w ul. Solec. Tu trasa pokrywała się z trasą Maratonu Warszawskiego tyle, że pod prąd. Lubię ten fragment trasy zwłaszcza bieg w tunelu.

    15-21,097 km

    Za tunelem rozpoczęły się ostatnie kilometry, zmęczenie już trochę dawało znać o sobie, ale humor dopisywał, tempo utrzymywałem równe i dość wysokie. Po 18 km rozpoczyna się ostatni i najdłuższy podbieg na trasie ul. Krajewskiego w stronę Starego Miasta i mety. Jeszcze tylko Krakowskie Przedmieście i docieramy do upragnionej mety. Tempo trzymałem do samej mety i siły na finisz jeszcze były.

    Trasa ogólnie mi się podobała była dość szybka. Po przygotowaniach, które odbywały się w Lublinie to trasa była raczej odpoczynkiem i miłą odmianą od ciągłych lubelskich podbiegów.

    Wynik

    Cel był jasny i klarowny. Pobiec w okolicach 1h45′ – 1h50′, ale nie zobaczyć 2 z przodu. Z przebiegu zmagań z trasą miałem nadziej utrzymać się w grupie 1h45′ i z nimi dobiec do mety. Okazało się, że grupę zostawiłem za sobą, a nawet nie odnotowałem kiedy. Bieg był równy dość szybki i pokazuje, że mogę go jeszcze poprawić, bo zapas był.

    Czas Brutto: 1h46’43”
    Czas Netto: 1h43’50”
    Miejsce w kat. Open: 3482
    Miejsce w kat. M30+: 1515

    Wrażenia

    Masa ludzi! Cała masa. Na mecie sklasyfikowanych 12958 biegaczy! Przez pierwsze 8-9 kilometrów biegliśmy noga za nogą i nie było możliwości nawet zmiany kierunku. Chyba było zbyt ciasno w strefach czasowych. Widać po tempie jakie na poszczególnych kilometrach osiągałem kiedy nastąpiło przerzedzenie biegaczy. Jestem bardzo zadowolony z tego biegu mimo zbyt dużego tłoku. Debiut na dystansie półmaratonu uważam za udany chociaż lekki nie dosyt pozostał (jak zwykle).

    Myślę, że ten start był dobrym prognostykiem przed majowym 3. PZU Maratonem Lubelskim. Przede mną jeszcze jedno lub dwa 30 km wybiegania i forma na kluczowy start będzie wysoka.

    A Wam jak poszło? Jakieś życiówki czy super wyniki?

  • 36. PZU Maraton Warszawski

    36. PZU Maraton Warszawski

    6 PZU Maraton Warszawski to mój czwarty bieg na królewskim dystansie.  Zeszłoroczna edycja największego biegu w Polsce bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.  Organizacyjnie pobili lubelskie imprezy, ale nasi organizatorzy przez rok bardzo dużo się nauczyli i nasza lubelska impreza sprostała zadaniu. Teraz przyszła pora zobaczyć czy coś się poprawiło w organizacji w Warszawie.

    Dzięki treningowi przez całe wakacje miałem nadzieje, że dam radę zadaniu jakie sobie wyznaczyłem. Ambicja była duża. Trzecia próba w tym druga realna pobicia 4 godzin. I co?

    Trasa

    Trasa tegorocznego Maratonu  warszawskiego jest bardzo podobna do wersji trasy z roku 2013.

    Start

    Ustawienie się na starcie wspólnie z tysiącami takich samych wariatów to fajne przeżycie. Stoisz pod Stadionem Narodowym, czekasz na wystrzał startera i 42km 195m walki z samym sobą przede mną.

    0 – 5km

    Po starcie mostem Poniatowskiego przez al. Jerozolimskie do ronda ze sławną palmą biegliśmy po płaskim, jeszcze w ciszy większość jeszcze przeżywa start. Na rondzie Dmowskiego skręt w prawo w Marszałkowską, o Pałac Kultury 🙂 Wbiegliśmy na Śródmieście humory dopisywały, a tempo ustawione przez pacemakera na razie mi odpowiadało.

    5-10km

    Trasa na tym etapie biegła przez Stare Miasto, spokojnie z lekkimi zbiegami można trochę pozwiedzać pooglądać. Potem etap przez Nowe Miasto trochę bardziej zielony kawałek trasy, dalej lekko z górki. Tutaj odpadł nam zając, który poszedł w krzaki za potrzebą. Teraz długa prosta wzdłuż rzeki po płaskim.

    10-15km

    Wbiegamy do tunelu, co jest miłą odskocznią od długiej prostej. „Echooo, Echoo”, które przetestowało większość biegaczy rozluźniło atmosferę i trochę zmęczone już mięśnie. Po około 1,5 kilometra wychodzimy na powierzchnię, a tu tłumy kibiców. No i minął mnie biegnący banan. Tak banan. Znowu długa prosta Solcem i skręcamy do Ujazdowa tu znowu trochę zieleni.

    15-20km

    Teraz możemy pobiegać chwilę po Łazienkach w spokoju, ciszy wśród natury. Wracamy na ulicę. Zrobiło się trochę, szerzej i widzę, że część grupy już zostaje w tyle. Nam humory jednak dopisują. Kolejna długa prosta Czerniakowską.

    20-25km

    Wbiegliśmy na Sadybę i znowu długa prosta. Dostajemy informację, że zwycięzca dobiegł już do mety… a my dopiero w połowie trasy. Wbiegliśmy na Stary Wilanów w oddali widać już… nie, to chyba nie gigantyczna wyciskarka do cytrusów to Świątynia Opatrzności do niej jeszcze jakieś 2,5 km, a przy niej nawrót i pozdrawiamy i dopingujemy wolniejszych biegaczy.

    25-30km

    Teraz po Nowym Wilanowie trochę dzikimi rejonami miasta. Ach te spowalniacze na ulicy. 2 km odcinek wzdłuż drzew i na końcu delikatny podbieg, ale dał trochę w kość. W zeszłym roku tutaj się odkleiłem od głównej grupy biegnącej na 3h55′, teraz to ja wyprzedzam grupę. Po długiej prostej wbiegliśmy do Centrum Ursynowa, a potem kolejna długa prosta ul. Puławską.

    30-35km

    Kolejna długa prosta i delikatny podbieg na wiadukt na ulicy Puławskiej. Pierwsze oznaki kryzysu nogi słabną, pojawiły się skurcze. Mój towarzysz w biegu nawet zaproponował marsz, ale go od tego odwiodłem :). Nie poddawać się i znowu widzę swoja radość na mecie po uzyskaniu upragnionego czasu. Kibice wspierali nas bardzo żywiołowo, miłe to. Przeskoczyłem ścianę niczym Jedi!

    35-40km

    Wbiegliśmy na Stary Mokotów tu już nogi odmawiają posłuszeństwa, pojawia się w głowie myśl, że jednak nie dam rady. Wyliczenia mówią, że zabraknie nam minuty lub dwóch. W głowie słyszę piosenkę Eminem – Lose Yourself, a w zasadzie jej pierwsze linijki:

    Look, if you had, one shot, or one opportunity
    To seize everything you ever wanted, one moment
    Would you capture it?
    Or just let it slip, yo

     Nie dam się wyślizgnąć wynikowi! Wróciłem! Biegniemy szybciej! Widzę Palmę! To już końcówka!

    40-42,195km

    Wbiegamy na al. Jerozolimskie, widzę most Poniatowskiego i Stadion Narodowy to jest nasz cel! Nogi się już nie kręcą, a w oczach mam łzy. Walka na ostatnich metrach to już nie walka z trasą czy z samym sobą, ale z grawitacją. Czas jest dobry i szansa na wymarzony wynik. Za mostem w prawo, pod wiaduktem i wbiegam na Stadion Narodowy, po zrywie jakiego na finiszu maratonu jeszcze nie miałem!! Zostałem jego bohaterem!! Jest Meta!!

    Dzięki za przebycie trasy od 15 km Krzysztofowi, mam nadzieję, że to przeczytasz. To dzięki tobie udało mi się uzyskać wymarzony rezultat! Wielkie dzięki chłopie! Za bieganie z poczuciem humoru i motywację.

    Wynik

    Czas Brutto: 4h 02′ 18″
    Czas Netto: 3h 57′ 04″
    Miejsce w kategorii Open: 2862
    Miejsce w kategorii M30+: 1078
    Dokładnie takiego wyniku oczekiwałem, taki sobie wymarzyłem. Wbiegając na płytę Narodowego zobaczyłem na zegarze 4h’01″38… no i miałem łzy w oczach. Tak mało zabrakło! Jestem jednak niezmiernie zadowolony! Zasłużyłem na piwo i odpoczynek. Oficjalne wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Podobało mi się jeszcze bardziej niż w roku ubiegłym. W końcu udało się przebiec cały maraton bez marszu. Organizacja znakomita, nic tylko czerpać wzorce 🙂 Jak na bieg maratoński, który przebyłem praktycznie bez pomocy pacemakera myślę, że wynik jest lepszy niż mi się teraz wydaje.