Kategoria: Bieganie

  • 36. PZU Maraton Warszawski

    36. PZU Maraton Warszawski

    6 PZU Maraton Warszawski to mój czwarty bieg na królewskim dystansie.  Zeszłoroczna edycja największego biegu w Polsce bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.  Organizacyjnie pobili lubelskie imprezy, ale nasi organizatorzy przez rok bardzo dużo się nauczyli i nasza lubelska impreza sprostała zadaniu. Teraz przyszła pora zobaczyć czy coś się poprawiło w organizacji w Warszawie.

    Dzięki treningowi przez całe wakacje miałem nadzieje, że dam radę zadaniu jakie sobie wyznaczyłem. Ambicja była duża. Trzecia próba w tym druga realna pobicia 4 godzin. I co?

    Trasa

    Trasa tegorocznego Maratonu  warszawskiego jest bardzo podobna do wersji trasy z roku 2013.

    Start

    Ustawienie się na starcie wspólnie z tysiącami takich samych wariatów to fajne przeżycie. Stoisz pod Stadionem Narodowym, czekasz na wystrzał startera i 42km 195m walki z samym sobą przede mną.

    0 – 5km

    Po starcie mostem Poniatowskiego przez al. Jerozolimskie do ronda ze sławną palmą biegliśmy po płaskim, jeszcze w ciszy większość jeszcze przeżywa start. Na rondzie Dmowskiego skręt w prawo w Marszałkowską, o Pałac Kultury 🙂 Wbiegliśmy na Śródmieście humory dopisywały, a tempo ustawione przez pacemakera na razie mi odpowiadało.

    5-10km

    Trasa na tym etapie biegła przez Stare Miasto, spokojnie z lekkimi zbiegami można trochę pozwiedzać pooglądać. Potem etap przez Nowe Miasto trochę bardziej zielony kawałek trasy, dalej lekko z górki. Tutaj odpadł nam zając, który poszedł w krzaki za potrzebą. Teraz długa prosta wzdłuż rzeki po płaskim.

    10-15km

    Wbiegamy do tunelu, co jest miłą odskocznią od długiej prostej. „Echooo, Echoo”, które przetestowało większość biegaczy rozluźniło atmosferę i trochę zmęczone już mięśnie. Po około 1,5 kilometra wychodzimy na powierzchnię, a tu tłumy kibiców. No i minął mnie biegnący banan. Tak banan. Znowu długa prosta Solcem i skręcamy do Ujazdowa tu znowu trochę zieleni.

    15-20km

    Teraz możemy pobiegać chwilę po Łazienkach w spokoju, ciszy wśród natury. Wracamy na ulicę. Zrobiło się trochę, szerzej i widzę, że część grupy już zostaje w tyle. Nam humory jednak dopisują. Kolejna długa prosta Czerniakowską.

    20-25km

    Wbiegliśmy na Sadybę i znowu długa prosta. Dostajemy informację, że zwycięzca dobiegł już do mety… a my dopiero w połowie trasy. Wbiegliśmy na Stary Wilanów w oddali widać już… nie, to chyba nie gigantyczna wyciskarka do cytrusów to Świątynia Opatrzności do niej jeszcze jakieś 2,5 km, a przy niej nawrót i pozdrawiamy i dopingujemy wolniejszych biegaczy.

    25-30km

    Teraz po Nowym Wilanowie trochę dzikimi rejonami miasta. Ach te spowalniacze na ulicy. 2 km odcinek wzdłuż drzew i na końcu delikatny podbieg, ale dał trochę w kość. W zeszłym roku tutaj się odkleiłem od głównej grupy biegnącej na 3h55′, teraz to ja wyprzedzam grupę. Po długiej prostej wbiegliśmy do Centrum Ursynowa, a potem kolejna długa prosta ul. Puławską.

    30-35km

    Kolejna długa prosta i delikatny podbieg na wiadukt na ulicy Puławskiej. Pierwsze oznaki kryzysu nogi słabną, pojawiły się skurcze. Mój towarzysz w biegu nawet zaproponował marsz, ale go od tego odwiodłem :). Nie poddawać się i znowu widzę swoja radość na mecie po uzyskaniu upragnionego czasu. Kibice wspierali nas bardzo żywiołowo, miłe to. Przeskoczyłem ścianę niczym Jedi!

    35-40km

    Wbiegliśmy na Stary Mokotów tu już nogi odmawiają posłuszeństwa, pojawia się w głowie myśl, że jednak nie dam rady. Wyliczenia mówią, że zabraknie nam minuty lub dwóch. W głowie słyszę piosenkę Eminem – Lose Yourself, a w zasadzie jej pierwsze linijki:

    Look, if you had, one shot, or one opportunity
    To seize everything you ever wanted, one moment
    Would you capture it?
    Or just let it slip, yo

     Nie dam się wyślizgnąć wynikowi! Wróciłem! Biegniemy szybciej! Widzę Palmę! To już końcówka!

    40-42,195km

    Wbiegamy na al. Jerozolimskie, widzę most Poniatowskiego i Stadion Narodowy to jest nasz cel! Nogi się już nie kręcą, a w oczach mam łzy. Walka na ostatnich metrach to już nie walka z trasą czy z samym sobą, ale z grawitacją. Czas jest dobry i szansa na wymarzony wynik. Za mostem w prawo, pod wiaduktem i wbiegam na Stadion Narodowy, po zrywie jakiego na finiszu maratonu jeszcze nie miałem!! Zostałem jego bohaterem!! Jest Meta!!

    Dzięki za przebycie trasy od 15 km Krzysztofowi, mam nadzieję, że to przeczytasz. To dzięki tobie udało mi się uzyskać wymarzony rezultat! Wielkie dzięki chłopie! Za bieganie z poczuciem humoru i motywację.

    Wynik

    Czas Brutto: 4h 02′ 18″
    Czas Netto: 3h 57′ 04″
    Miejsce w kategorii Open: 2862
    Miejsce w kategorii M30+: 1078
    Dokładnie takiego wyniku oczekiwałem, taki sobie wymarzyłem. Wbiegając na płytę Narodowego zobaczyłem na zegarze 4h’01″38… no i miałem łzy w oczach. Tak mało zabrakło! Jestem jednak niezmiernie zadowolony! Zasłużyłem na piwo i odpoczynek. Oficjalne wyniki dostępne tutaj.

    Wrażenia

    Podobało mi się jeszcze bardziej niż w roku ubiegłym. W końcu udało się przebiec cały maraton bez marszu. Organizacja znakomita, nic tylko czerpać wzorce 🙂 Jak na bieg maratoński, który przebyłem praktycznie bez pomocy pacemakera myślę, że wynik jest lepszy niż mi się teraz wydaje.

  • Pierwsza Dycha do Maratonu – Sezon 3.

    Tegoroczna Pierwsza dycha to już 9 bieg z cyklu Dychy do Maratonu, tym samym rozpoczął się 3 cykl tej imprezy. Głównym organizatorem tej edycji cyklu będzie Fundacja Rozwoju Sportu w Lublinie, a nie jak do tej pory Stowarzyszenie „Maraton Lubelski”.

    Z nowości jako pierwszy rzucił się w oczy nowy numerek i nowe medale. Graficznie bardziej mi się podoba niż poprzednia wersja, a medal bardziej przypomina medale z maratonów.

    Tak jak w zeszłym roku Pierwsza Dycha do Maratonu odbyła się na tydzień przed Maratonem Warszawskim. Dlatego też nie nastawiałem się na jakiś rewelacyjny wynik, ten bieg miał być tylko testem przed głównym startem tej jesieni. Organizatorzy spisali się całkiem dobrze. Choć strefa mety mogłaby być lepiej zorganizowana. Przy takiej ilości startujących było troszkę ciasno. Myślę, że frekwencja to duży sukces nowych i starych organizatorów tej imprezy. W pierwszym biegu trzeciego cyklu Dycha do Maratonu zostało sklasyfikowanych 901 osób. Zdecydowany rekord biegów w Lublinie. Jeszcze raz gratulacje dla Fundacji Rozwoju Sportu w Lublinie i Lubelskiego Stowarzyszenia Biegowego.

    Pogoda

    Warunki atmosferyczne w tym biegu sprzyjały osiągnięciu dobrych wyników. Niebo zachmurzone, ale nie padało, było bezwietrznie , a temperatura w okolicach 16-17º C to dla mnie warunki idealne do biegania.

    Trasa

    Tradycyjnie Pierwsza i Czwarta Dycha odbywa się na tej samej trasie nad Zalewem Zemborzyckim. Ruch ten jest celowy, bo biegacze mogą sobie porównać wyniki na początku przygotowań do Maratonu Lubelskiego i na ich końcu. Trasa lubiana przeze mnie i myślę, że przez większość startujących, ma dwa lekkie podbiegi, więc można się sprawdzić, ale większość trasy jest płaska, co sprzyja rozpędzeniu się.

    Wynik

    Ponownie nie mogłem znaleźć odpowiedniego miejsca do ustawienia się na starcie. Od wystrzału startera minęło aż 22 sekundy jak przekroczyłem pierwszą matę. Jak na bieg bez ciśnienia to uzyskany rezultat jest nie najgorszy. Czas Brutto: 44’14”, Czas Netto: 43’52”. Dzięki takiemu rezultatowi zająłem 139 miejsce w kategorii Open i 49 w kategorii M30+. Jestem bardzo zadowolony z wyniku i przebiegu zawodów. Pomimo niezłego średniego tempa, na poziomie 4’25″/km nie odczułem żadnego kryzysu czy spadku wydolności. Dobrze to rokuje przed przyszłotygodniowym biegiem w Warszawie.

    Oficjalne wyniki dostępne pod tym linkiem.

  • 9 dni

    astał czas w którym dni pozostało mniej niż 10. Dziś o 9:00 zostało 9 dni do Maratonu. 

    Materiały ze strony organizatora Maratonu Warszawskiego

    Jak nastroje przed biegiem? Jak przygotowania do startu? Już na ostatniej prostej? Oby bo już nic nie naprawimy. Teraz tylko spokój i napychanie się makaronem 🙂
    Tylko jak tu zachować spokój jak do startu tak mało czasu? Normalnie, trzeba się wyluzować. Jak tu się wyluzować jak nasi siatkarze grają 4 Tie-Breaki z rzędu? Nie mam pojęcia. Mam nadzieje, że oni teraz mają już z górki. Następne mecze poproszę szybkie 3:0 i mamy złoto! Chwila świętowania i w niedzielę lecimy się przebiec… w tempie 5’30″/km na jakieś 42km z kawałeczkiem. Tempo według niektórych magazynów nawet wolniejsze niż trucht do kiosku po gazetę, ale mnie wystarczy.

    Dzisiaj prognoza pogody na dzień Maratonu wygląda następująco:
    Temperatura: 16ºC
    Ciśnienie: 1026 hPa
    Wiatr: 12 km/h
    Zachmurzenie: Umiarkowane
    Deszcz: Brak

    Takie warunki przyjmę. Kibice nie będą marzli i mokli, a nam nie będzie za ciepło.

    Jak spędzę ostatni tydzień przed Maratonem?

    Piątek

    Ostatni trening na około 15 km spokojnym tempem. Wieczorem relaks.

    Sobota

    Jak każdy szanujący się biegacz długo dystansowy muszę popracować nad siłą. Dlatego będę przeprowadzał rzeczy z jednej piwnicuy do drugiej 🙂 Bardzo dobre ćwiczenie na siłę. Potem odbiorę pakiet startowy do I Dychy do Maratonu. Relaks oglądając kwalifikacje do GP Singapuru.  A wieczorem… podnosimy sobie ciśnienie oglądając półfinał Mistrzostw Świata w Siatkówce Polska – Niemcy.

    Niedziela

    Rano start w I Dysze do Maratonu, to już trzeci cykl tej imprezy. Popołudniu GP Singapuru no i tu kibicujemy Ferrari. A wieczorem… zawał już 6 w ciągu ostatnich 10 dni. Wielki finał Mistrzostw Świata w Siatkówce. Mam nadzieje, że z udziałem Polski i prawdopodobnie Brazylii.

    Poniedziałek

    Spokojny dzień bez żadnych fajerwerków.

    Wtorek

    Planuję spokojny bieg na jakieś 8 km, bez żadnych przyspieszeń, zaliczyć małe dwie górki i potruchtać do domku.

    Środa

    Dzień w którym zaczniemy realizować nasze niebiegowe marzenie. Nabierze wszystko tempa i teraz odpadnie duży stres, że się jednak coś nie uda.

    Czwartek

    W ten dzień sformalizujemy temat naszego marzenia, a ja zaliczę przedostatni trening na trasie z wtroku, pewnie jeszcze spokojniej.

    Piątek

    Nie ma miejsca na panikę! Nie ma miejsca na panikę! Nie ma miejsca na panikę! Nie ma miejsca na panikę! Nie ma miejsca na panikę! No i jeszcze spokojne obiegnięcie osiedla (ostatnie w ogóle), tak żeby zrzucić napięcie mięśniowe i uspokoić nerwy.

    Sobota

    Jedziemy z Marceliną i Kasią do Warszawy po pakiet startowy i na EXPO i na spokojnie przygotować się mentalnie na następny dzień. Nie ma miejsca na panikę!

    Niedziela

    Cóż mogę napisać… #2164

  • Nike Miler Singlet, czyli koszulka na lato

    W W ciągu lata zrobiło się nadspodziewanie ciepło i moja ukochana koszulka Icebreaker pomimo, że cienka stała się ciut za ciepła. Spowodowało to, że musiałem zakupić koszulkę na taki upał. Wybór padła na koszulkę Nike Miler Singlet.

     Wygląd

    Z racji tego, że koszulka miała mi służyć do biegania w wysokich temperaturach koszulka jest bez rękawków. Wybrałem kolor mocno świecący, bo muszę dbać, żeby mnie nic nie rozjechało.

    Koszulka ma taki patent przez który można przepuścić kabel od słuchawek, ale z niego nie korzystam, bo nie jest kompatybilny z moimi Sennheiserami.

    Komfort

    Pierwsze biegi przypadły na standardowe 15-16 km koszulka sprawdzała się bardzo dobrze. Przewiewna (a o to głównie chodziło), a rękawki nie przeszkadzały (bo ich nie ma). Bardzo przyjemnie się w niej biegało na takich odcinkach.

    Niestety ma też wadę jak każda chyba koszulka techniczna tak i ta Dri-Fitowa jak nasiąkają wilgocią potrafią obetrzeć brodawki. Problem pojawił się co prawda po 20 km biegu, ale nie znałem tego zjawiska biegając w wełnianej koszulce. Przytrafiło mi się to przy pierwszych dwóch długich wybieganiach, a przy kolejnych już nie odnotowałem problemu.

    Podsumowanie

    Koszulka bardzo wygodna dobrze się sprawdza przy bieganiu w wysokich temperaturach. Potrafi zrobić krzywdę, ale zasłużyła na moje uznanie. Mam nadzieje, że warunki pogodowe pozwolą mi w niej przebiec Maraton Warszawski (z drugiej strony też nie będę płakał jak będzie chłodniej i będę musiał biec w koszulce wełnianej).

    Wpis trochę spóźniony, bo zrobiło się zimno, ale na przyszły rok będzie jak znalazł.

    PS. Właśnie mi się zamarzyło, żeby takie koszulki robili takie kolorowe jak hawajskie koszule. Będą się idealnie nadawały na letni lans 🙂

  • 80 dni do 36. Maratonu Warszawskiego

    Nie ma zmiłuj. 4 bieg maratoński w mojej karierze biegacza nadchodzi wielkimi krokami. Zostało 80 dni (odlicznie -> tu). Czas się na poważnie zabrać za trening i dietę.
    Czyli biegamy i jemy kluski! Już się nie mogę doczekać! Znowu będzie walka z samym sobą na długich wybieganiach, wstawanie przed 6 w weekend i poszukiwanie nowych muzyczek do playlisty.

    W dniu dzisiejszym kończy się czas, kiedy mówię, że nie idę biegać, bo pada/gorąco albo #MyLittleAnt musi być kąpana albo inne tego typu wymówki. KONIEC z tym. Czas na walkę i ból. I czas na cieszenie się tym, że boli, bo jak boli to znaczy, że żyje!

    Wracam do regularnego bieganie 4 razy w tygodniu. Odpuściłem sobie chwilę (no dobra dłuższą chwilę) po 2. Maratonie Lubelskim, ale koniec laby. Nie przygotowuje się zgodnie z jakimś programem treningowym, chociaż obiecałem sobie, że to zrobię. Biegam tak, żebym miał z tego radość i żeby coraz dłuższe biegi mnie mniej męczyły. Tym razem postaram się nie poddać w maratonie.

  • Po co mi to bieganie?

    Najczęściej zadawane pytanie biegaczom przez nie biegających. Po co Ci to? Męczysz się, a nic z tego nie wynika. Otóż wynika. Jest wiele powodów dla których warto biegać.

    Dla samopoczucia

    Uprawianie aktywnie sportu pozwala na bardzo dobre poznanie swojego organizmu. Teraz dokładnie wiem czego mi potrzeba, moja kondycja nigdy nie była lepsza, a i chęć pracy nad sobą jest wyższa. Odkąd biegam jedyne co mi dolega to ból kolana po maratonie i alergia. Zacząłem się bardziej racjonalnie odżywiać, a to powoduje, że lepiej się czuję.

    Dla kontaktów ze społecznością

    Bieganie pozwala na poznanie ludzi, którzy mają tą samą wariację, co ja. Nie mówię, że od razu mam nowych przyjaciół, ale biegacze to otwarta na nowych ludzi grupa i nawet stojąc na światłach zamienimy kilka słów. „Co tam, jak tam, ile biegniesz, ile Ci zostało, czego słuchasz?” Obowiązkowe dla mnie pozdrowienie biegacza biegnącego z przeciwnej strony też pokazuje, że trzymamy się razem. Bieganie w zawodach zarówno w biegach na 10 km jaki i biegach maratońskich pozwala na zawarcie nowych znajomości czy poznania doświadczeń innych biegaczy. Sam nigdy bym o to siebie nie podejrzewał, ale czekam na bieg w maratonie nie dlatego, że bieganie sprawia przyjemność (bieg w maratonie to jest mordęga, a nie przyjemność), ale dlatego, że mogę pogadać z podobnymi do mnie wariatami bez wyrzutów sumienia, że rozmowa o bieganiu może ich nie interesować 🙂 Na mecie każdego biegu można porozmawiać z ludźmi powymieniać się wynikami, podziękować za wspólny bieg.

    Dla sprawdzenia siebie

    Myślę tutaj głównie o startach. Podczas zawodów motywacja jest jeszcze większa, zawsze gonisz tego przed tobą i uciekasz przed tym, co cię goni. Wyniki same się robią. Mój cel w biegach maratońskich to przebiec cały dystans, bez marszu. Jak to mi się uda to złamię te 4h.

    Dla oczyszczenia głowy

    Podczas samotnego biegu mam w głowie tylko mijające kilometry i muzykę. Nie mam czasu na myślenie o problemach, a nawet jak przejdzie mi przez głowę jakiś to zaraz będzie rozwiązany albo wypocony. Właśnie podczas biegania powstał pomysł na bloga, to podczas biegania przeżywałem newsa o Marcelinie (wtedy jeszcze bezimiennej), to podczas biegania pozbywam się wszelkich zmartwień.

    Dla wiary w siebie

    Bieganie pokazało mi, że tak naprawdę jestem w stanie zrobić bardzo wiele. Troszkę ponad 2 lata temu na początku mojej przygody z bieganiem sukcesem było przebiegnięcie 2,5 km. Dziś mając w nogach 3 maratony i ponad 2500 km wiem, że nie ma ograniczeń. Pracą nad sobą jestem w stanie zrobić wszystko, a to daje mi pewność siebie, której przez 29 lat nie miałem.

  • Dzień po maratonie

    Dzień po maratonie

    Wiem, że dla większości ludzi to doznania, które nie są znane i pewnie nigdy ich nie doświadczą. Ból nóg od małych palców do ud, ogólne zmęczenie, zakwasy, pewnie też mikro urazy wszystkich znanych mięśni.

    A tak się wygląda na mecie z myślą, że 4,5 miesiąca znowu maraton

    Najbardziej komfortową pozycją jaką mogę dzisiaj przyjąć to siedzenie z wyciągniętymi nogami. Nie mam siły się ruszać (a wiem, że powinienem). Każda aktywność fizyczna jest równoznaczna z sadomasochizmem. Życie dzień po maratonie wygląda jak poniższym filmiku.

    Teraz mocne postanowienie, bez żadnych wygłupów z bieganiem przez miesiąc. Zregeneruje się i wracam do przygotowań do następnego maratonu. Odpuszczam Półmaraton Solidarności 8 czerwca. Na 36 PZU Maratonie Warszawskim łamię 4h. Bez dwóch zdań. Tam się uda! Musi.

    Pomimo słabszego wyniku niż planowałem, bólu i zmęczenia jest zadowolony z 2 Maratonu Lubelskiego. Był chyba jeszcze trudniejszy niż ten pierwszy, a przynajmniej trasa. Warunki atmosferyczne były lepsze, ale nie na tyle, żeby mnie nie wymęczyły.

  • 2 Maraton Lubelski

    2 Maraton Lubelski

    W zeszłym roku to był mój maratoński debiut. Mordercze warunki atmosferyczne w połączeniu z brakiem doświadczenia nie ułatwiały pokonania trasy. Po dobiegnięciu do mety ze łzami w oczach powiedziałem, że nigdy więcej i w ogóle za jakie grzechy!

    Wynik 4h34′ napawał dumą. Odpocząłem 5 minut zjadłem banana, dopiłem izotonika i powiedziałem do żony, że za rok nie będę biegł z wózkiem, a tydzień później byłem zapisany na 35. Maraton Warszawski 🙂 Prawie rok po debiucie w Maratonie był to 3 mój bieg w maratonie. Cel wyznaczony: przebiec i przeżyć bieg (prawie) górski maraton, zakładany czas 3h55′.

    Trasa

    Informacja ze strony organizatora maratonu http:/maraton.lublin.eu

    Trasa dość ciężka, dużo podbiegów. Osobiście przed biegiem nawet mi się podobała. W trakcie przygotowań do startu przebiegłem niemal każdy fragment trasy.

    Opis biegu

    1-4 km

    Trasa wąskimi uliczkami, ale daliśmy radę. Fajny pomysł, żeby maraton zawitał w te rejony miasta.

    5-8 km

    Al. Racławickie długi prosty odcinek wzdłuż Parku Saskiego, kawałek mojej codziennej ścieżki biegowej. Teraz w dół Lesława Pagi do Głębokiej. W drodze na Czechów w duży zbieg z Sikorskiego, a potem piękny podbieg ul. Ireny Kosmowskiej. Nadałem tej górce nawet imię-określenie, Bitch. Zabiłem ją już kilka razy, ale maraton to co innego.

    9-15km

    Rodzinne strony. Czechów. To tutaj rozpoczęła się przygoda z bieganiem, trasa maratonu przez najbliższe 6-7 km to moje ścieżki, znam na pamięć.

    16-21km

    Bardzo „urokliwe” miejsca, wizytówka miasta raczej średnia, ale dobre miejsca do biegania. Przemysłowa część miasta. Pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia.

    22-25km

    Droga Męczenników Majdanka pod górę, ale nie ekstremalnie ten etap kilka razy pokonałem w okresie przygotowań. Skręt w lewo w Krańcową w dół do Browarów Perły… tu powinien być wodopój 🙂 Niestety na tym etapie uciekła mi grupa z pacemakerem.

    26-31km

    Znowu mało urodziwe miejsce w mieście, ale perspektywa mety była coraz bliższa. Diamentową w dół, żeby zaraz zaliczyć podbieg lekki, ale zawsze i znowu w dół. No i ściana… kolano trochę zaczęło boleć, ale udało mi się rozruszać.

    32-35km

    Najgorszy odcinek maratonu. Al. Jana Pawła II ciągnęła się w nieskończoność i ta góra na wysokości Gęsiej… wrrr!! Ten etap niestety bardziej przeszedłem niż przebiegłem. Brak siły. Nie pomagał ani cukier, ani banany, ani izotoniki. No i minął mnie pacemaker biegnący na 4h00′. Już wiedziałem, że się nie uda zrealizować celu.

    36-40km

    Kolejna długa prosta al. Kraśnickimi. To już blisko. Przypomniało mi się hasło motywacyjne z PZU Maratonu Warszawskiego – Ból to twój najlepszy przyjaciel.

    41-42km 195m

    Prosta na Racławickich i meta… Bolało. Ostatnie 6-7 kilometrów pół na pół biegi  marsz, ale 41 kilometr przez centrum miasta już trzeba było przebiec. Ostatecznie czas 4h13’14” i 307 miejsce w kategorii OPEN. W kategorii wiekowej M30+ miejsce 103. W sumie mogę być zadowolony. Trasa była naprawdę bardzo wymagająca. Zawody ukończyło 609 osób wszystkim gratuluję.

    Organizacja biegu

    Porównując I Maraton Lubelski i 35. Maraton Warszawski, było dużo nauki, choć i tak było świetnie zorganizowane. Po przebiegnięciu II Maratonu Lubelskiego stwierdzam, że praca domowa odrobiona nawet lepiej niż dobrze. Wolontariusze pracowali naprawdę świetnie. Trochę słabo, że trzeba biegać z samochodami, ale nasze miasto inaczej by nie funkcjonowało. Wielkie dzięki wszystkim, którzy nas wspierali na trasie.

    Wyniki do sprawdzenie pod tym linkiem.

    Będzie bolało dopiero jutro!

  • Czwarta dycha do maratonu – Sezon 2.

    Czwarta dycha do maratonu – Sezon 2.

    Ostatni bieg drugiego cyklu Cztery Dychy do Maratonu. Trasa  wytyczona nad zalewem była ostatnim testem przed II Maratonem Lubelskim.

    W dniu w którym w Polsce odbywają się dwa duże maratony (Orlen Warsaw Marathon i Łódzki Maraton Dbam o Zdrowie) na starcie  w Lublinie stanęło około 700 osób. Większość „rywali” kojarzę już z poprzednich biegów cyklu. Pokazuje to, że cykl biegów ma już swoich stałych uczestników i cieszy się renomą wśród biegaczy. Myślę, że to dobry wynik dla organizatorów, którzy ponownie spisali.się na medal.

    Pogoda

    Z jednej strony upał nam nie doskwierał, ale mogłoby być o 3-4 stopnie cieplej, ale najważniejsze, że nie padało.

    Informacja ze strony organizatora maratonu http:/maraton.lublin.eu

    Trasa

    Moja ulubiona trasa z cyklu dych, jest w moim przypadku najszybsza to na niej ustanowiłem swoją życiówkę.

    Po starcie w dużej grupie po szerokiej tamie na Bystrzycy można było poczuć, że startuje aż tyle osób. Po wbiegnięciu na ul. Krężnicką tradycyjnie stawka się rozciągnęła, a ja miałem towarzysza, który utrzymywał świetne tempo. Długi 4km odcinek asfaltowej nawierzchni odcinka biegu, nawrót po 4 km w stronę tamy i rozpoczyna się znienawidzona przez większość biegaczy kostka brukowa. Ciągle przybliżający się punkt mety jednak motywuje do dalszej walki. Na 6 km wodopój, chwila wytchnienia i dalej lecimy. Tuż przed podbiegiem na 8 km dopadł mnie mały kryzys, mój towarzysz poleciał dalej, ale nie straciłem go z pola widzenia. Znowu tama, dogoniłem grupkę biegnących przede mną prawie cały bieg. Ostatni podbieg i rozpoczyna się finisz. Nie miałem już siły przyspieszyć, ale jak zobaczyłem tablice z czasem nabrałem nowych sił. Utrzymanie średniego tempa na poziomie 4’17″/km wymagało dużego nakładu sił, ale uczucie na mecie – bezcenne.

    Wynik

    Obiecałem sobie jakiś czas temu, że bez sensu się nastawiać na coraz szybsze bieganie, treningi, które odbierają radość z biegania dla biegania. Jednak starty w imprezach rządzą się swoimi prawami. Biegacz, który biegnie przed tobą to najlepsza motywacja do łamania wyników. 4 dycha z poprzedniego cyklu była najszybszą w mojej przygodzie z bieganiem. Przed tegoroczną edycją miałem nadzieje na poprawienie wyniku 44’48”. No i stało się! 

    Dzisiejszy bieg ukończyłem z czasem 42’38”, a czas netto 42’11”! Szok 2 minuty szybciej niż PB. Nawet 2,5 minut jeśli mierzyć czas netto. 110 miejsce w klasyfikacji Open i 29 w kategorii M30+.

    Oficjalne wyniki biegu można znaleźć pod linkiem

    Cztery tygodnie do II Maratonu Lubelskiego, teraz wystarczy potrenować, ale bez przesady, utrzymać dietę i szykuję się do najtrudniejszego biegu w jakim jak dotąd startowałem.

  • Koszulki, czyli wełna merynosów rządzi

    Koszulki, czyli wełna merynosów rządzi

    Dzisiaj wpis biegowy o koszulkach. Odkąd biegam, korzystałem już z wielu koszulek.
    Chyba jak większość początkujących używałem koszulek Kalenji z Decathlonu. Niestety po tym jak zużyłem 3 w ciągu jednego roku (wyglądały dalej ładnie, ale ta woń…) musiałem znaleźć alternatywę, która nie zje całego mojego budżetu. Myślałem nad technologią Nike DriFit (sprawdziła się przy koszulce do gry w kosza) i kilkoma innymi firmami. Jak zwykle z ratunkiem przyszła moja żona. W prezencie od niej dostałem koszulkę Icebreaker z wełny merynosów. Koszulka raczej turystyczna, ale teraz nie wyobrażam sobie biegania w czymś innym. Jest lekka, dobrze izoluje jak to wełna i doskonale się w niej czułem biegając całe lato, nie było mi w niej za ciepło (pomimo czarnego koloru), a w zimie za zimno.

    Cenowo jednak wychodzi dosyć drogo, ale naprawdę warto wydać te parę złotych więcej. Moja letnia koszulka po całym sezonie i wielu długi wybieganiach wygląda jak nowa. Czytałem nawet o teście koszulki z wełny merino jakiego dokonał jakiś Australijczyk (o ile dobrze pamiętam) chodził w koszulce 365 dni bez prania, a ona wredna nie chciała zacząć śmierdzieć i już. Ja się nie posunąłem do tak ekstremalnych prób, ale potwierdzam nie śmierdzenie koszulki 🙂
    Osoba, która wymyśliła, że wełna merino jest dobra do produkcji ubrań powinna dostać Nobla. We wszystkich dziedzinach.